03.03.2024, 00:41 ✶
”Spacerowała… Szkoda, że nie lunatykowała.” – pomyślał sobie, obserwując ją, kiedy usłyszał w odpowiedzi to jedno słowo. Lecz panna Potter po rozejrzeniu się, stwierdziła, że dodać do swojego krótkiego słowa, coś jeszcze.
Uniósł brew ku górze, kiedy ta zaczęła porównywać Lochy Hogwartu, miejsce Domu Slytherina do tutejszego otoczenia Nocturnu. Sam się zaraz rozejrzał, ale to mu w niczym nie przypominało. Może jednak dziewczyna faktycznie śniła na jawie?
- Jakiej?Zapytał, zanim zdecydował się udzielić kąśliwej uwagi na temat jej wcześniejszej wypowiedzi. A skoro miała pytanie, to postanowił uprzejmie ją wysłuchać. Na tyle uprzejmie, jak jego arogancja na to pozwalała.
- Prezent? Tutaj?
Kolejne pytania, kiedy dowiedział się, o jaką sprawę jej chodziło. Nawet swoją laską wskazał na głębię Nocturnu.
- Skoro lata między Mungiem a Wizengamotem, to może miotłę?
Oj potrafił być złośliwy. Choć nie miał na celu być wredny, to jednak doczepił się jej słów. Dosadnie. Zaraz jednak przeszedł do sprawy poważniej.
- Miłego dla oka… Tutaj nie ma takich rzeczy, miłych. Chyba, że tajemnicze, niezwykłe, niebezpieczne, bo polecałbym sklep Borgina i Burkesa. Z miłymi, przydatnymi to nie wiem. Co najwyżej koleżanka ma tutaj ten oto sklep.
Wskazał jej narożnikowy sklep, z nazwą "Zaczarowane Różności", którego właścicielką była Penelope Weasley.
- Teraz jej nie ma i najpewniej…
Sięgnął po swój złoty kieszonkowy zegarek.
- Za godzinę czy dwie otwiera.
Nawet nie pamiętał, w jakich godzinach Penny otwierała swój sklep. To jest dopiero z niego wspaniały kolega. Choć może miała to namazane na szybach. Musieliby podejść i sprawdzić.