08.12.2022, 12:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2022, 11:43 przez Florence Bulstrode.)
Florence uniosła wzrok znad kartki, spoglądając na Camerona. Nie, nie wyrosły jej kły i pazury i nie rzuciła się, aby rozszarpać go na strzępy. Nie wyciągnęła nawet różdżki, aby posłać jakiego cruciatusa. Wyraz twarzy uzdrowicielki pozostał niewzruszony. Wzrok spokojny, jeżeli więc słowa chłopaka w jakiś sposób ją zdenerwowały, to zdołała to zamaskować.
- Pomylił pan chyba budynki, panie Lupin. Nabór na modeli Domu Mody Rosier odbywa się na Pokątnej, a zdjęcia do rankingu najpiękniejszego uśmiechu Czarownicy należy wysyłać do ich biura. Może powinien pan rozważyć taką ścieżkę kariery, jeżeli potrzebuje tych dodatkowych punktów za uśmiechy? Jestem pewna, że tam nie trzeba poprawnie zapisywać nazw eliksirów - oświadczyła. Jej ton był bardzo uprzejmy, ani trochę niezjadliwy, co mogło jednak kontrastować z wypowiadanymi słowami, zjadliwymi samymi w sobie. Potem potoczyła spojrzeniem jasnych oczy po całej sali, zatrzymując je na dłużej na tych osobach, które parskały albo chichotały, gdy Cameron wygłaszał swoją propozycję.
Uzdrowicielka nie skomentowała tego zachowania, nie próbowała ich uciszać, wyglądało jedynie, jakby zapamiętywała ich sobie na później. Może faktycznie tak było i gotowała im już los gorszy od śmierci. A może wcale nie.
Florence milczała jeszcze przez moment, jakby oczekiwała odpowiedzi albo jakichś jeszcze uwag, a potem uniosła przygotowaną kartkę i zaczęła czytać tekst dyktanda. Z kamienną miną.
- Zielarka z Little Whingin wybrała się na zakupy. Do jej koszyka trafiły pokrzyk wilcza jagoda, korzeń asfodelusa, liście skrzeloziela, sopohorus, mirra, muchomor zielonkawy, korzeń pięciornika, piołun, dyptam jednolistny oraz wybuchowe jagody - czytała, głośno, wyraźnie i niezbyt szybko, bo zasadniczo zależało jej na tym, aby ich wszystkich, kolokwialnie mówiąc, "ujebać", a przekonać się, kogo, do licha, trzeba skazać na dodatkowe roboty pod postacią nauki ortografii, zanim zostanie dopuszczony do list, rejestrów i etykietek. Jeżeli więc ktoś był z pisaniem na poziomie lepszym niż przeciętny piętnastolatek, powinien bez problemu nadążyć za jej dyktowaniem. - Wybuchowa jagoda okazała się źle przechowywana i gdy zielarka umieściła ją w zbiorach, ta wybuchła. Uszkodziła przy tym składniki pochodzenia odzwierzęcego, trzymane w apteczce: włosy jednorożca, skrzydła ważki, oko węgorza, kolce jeżozwierza, jaja bahanki, sok z chrobotka, skarabeusza, krew ropuchy, śluz gumochłona, krew salamandry i róg kozłaka. Zielarka była bardzo zła, bo teraz jej przyjaciel alchemik nie mógł przyrządzić Wywaru Żywej Śmierci, Eliksiru Wiggenowego oraz Eliksiru Snufflinga...
Florence zakończyła czytanie i uniosła wzrok, z powrotem na młodych uzdrowicieli.
- Trzy minuty na sprawdzenie i zabieram karteczki - poinformowała.
- Pomylił pan chyba budynki, panie Lupin. Nabór na modeli Domu Mody Rosier odbywa się na Pokątnej, a zdjęcia do rankingu najpiękniejszego uśmiechu Czarownicy należy wysyłać do ich biura. Może powinien pan rozważyć taką ścieżkę kariery, jeżeli potrzebuje tych dodatkowych punktów za uśmiechy? Jestem pewna, że tam nie trzeba poprawnie zapisywać nazw eliksirów - oświadczyła. Jej ton był bardzo uprzejmy, ani trochę niezjadliwy, co mogło jednak kontrastować z wypowiadanymi słowami, zjadliwymi samymi w sobie. Potem potoczyła spojrzeniem jasnych oczy po całej sali, zatrzymując je na dłużej na tych osobach, które parskały albo chichotały, gdy Cameron wygłaszał swoją propozycję.
Uzdrowicielka nie skomentowała tego zachowania, nie próbowała ich uciszać, wyglądało jedynie, jakby zapamiętywała ich sobie na później. Może faktycznie tak było i gotowała im już los gorszy od śmierci. A może wcale nie.
Florence milczała jeszcze przez moment, jakby oczekiwała odpowiedzi albo jakichś jeszcze uwag, a potem uniosła przygotowaną kartkę i zaczęła czytać tekst dyktanda. Z kamienną miną.
- Zielarka z Little Whingin wybrała się na zakupy. Do jej koszyka trafiły pokrzyk wilcza jagoda, korzeń asfodelusa, liście skrzeloziela, sopohorus, mirra, muchomor zielonkawy, korzeń pięciornika, piołun, dyptam jednolistny oraz wybuchowe jagody - czytała, głośno, wyraźnie i niezbyt szybko, bo zasadniczo zależało jej na tym, aby ich wszystkich, kolokwialnie mówiąc, "ujebać", a przekonać się, kogo, do licha, trzeba skazać na dodatkowe roboty pod postacią nauki ortografii, zanim zostanie dopuszczony do list, rejestrów i etykietek. Jeżeli więc ktoś był z pisaniem na poziomie lepszym niż przeciętny piętnastolatek, powinien bez problemu nadążyć za jej dyktowaniem. - Wybuchowa jagoda okazała się źle przechowywana i gdy zielarka umieściła ją w zbiorach, ta wybuchła. Uszkodziła przy tym składniki pochodzenia odzwierzęcego, trzymane w apteczce: włosy jednorożca, skrzydła ważki, oko węgorza, kolce jeżozwierza, jaja bahanki, sok z chrobotka, skarabeusza, krew ropuchy, śluz gumochłona, krew salamandry i róg kozłaka. Zielarka była bardzo zła, bo teraz jej przyjaciel alchemik nie mógł przyrządzić Wywaru Żywej Śmierci, Eliksiru Wiggenowego oraz Eliksiru Snufflinga...
Florence zakończyła czytanie i uniosła wzrok, z powrotem na młodych uzdrowicieli.
- Trzy minuty na sprawdzenie i zabieram karteczki - poinformowała.