03.03.2024, 02:13 ✶
Nie spodziewał się, że na swojej drodze spotka kolegę. Miał swoje małe potajemne spotkanie z informatorem, ale nieprzewidywalnie, widział członka rodziny na ulicy, więc schował się, aby przeczekać na jego zniknięcie w tłumie. Ale kiedy wyłonił się z zaułka i wpadł prawie na Rodolphusa, to nic dziwnego, że się wystraszył. Rzadko mu się to zdarzało.
- Wystraszyłeś mnie.Odpowiedział inaczej na jego pytanie. A że miewał problemy z sercem, potrzebował trochę czasu aby dojść do siebie. Nie spodziewał się jednak, że kolega odciągnie go na bok. Dotknie za przedramię. Przyjrzawszy mu się… Czy on właściwie odwalał rolę jego ochroniarza? Skoro już został przesunięty na bok, pozwolił się oprzeć ramieniem o ścianę kamienicy.
- W porządku. Nic się nie dzieje.
Zapewnił od razu, kiedy zauważył jak Lestrange najpewniej pochwycił ukrytą w swoim odzieniu różdżkę. Od razu dotknął jego przedramienia. Chcąc zapewnić, że nie ma takiej potrzeby, aby interweniował. Nikt go nie gonił. Nikt nie ścigał. Chyba, że faktycznie Rodolphus kogoś zauważył?
- Nie miałem ochoty na spotkanie z wujem. Przechodził tędy. Jest dobrze.
Trochę brzmiał tak, jakby unikał spotkania ze swoją rodziną. Poniekąd tak było. Wystarczało mu same wysyłanie listów. Na razie od wyjców był wolny. Miejmy nadzieję, że na dobre.
Zorientowawszy się, że tak go trzyma, puścił w końcu rękę, opuszczając swoją. Doceniał jego troskę, tę tak zwaną opiekuńczość, jaką się teraz niespodziewanie wykazał. Ale szczerze nie musiał.
- Skończyłeś już pracę?Zmienił temat, jakby może próbował odwrócić uwagę tematu? Nie był jakimś specjalistą od podejmowania randomowych rozmów. Zwyczajnie milczał, albo udzielał jedynie odpowiedzi na pytania.