03.03.2024, 19:15 ✶
Tak naprawdę nikt z Brygadzistów nie miał szans dotrzeć do pani Harris – w końcu tylko śmierciożercy wiedzieli, gdzie poszła Alanna Carrow i że mogła używać fałszywego nazwiska, by zgubić tropy. Vivianne jednak nie miała o tym pojęcia. Przez moment zdawała się nawet dość oburzona na opieszałość Ministerstwa Magii, przez które przyjaciółka zaginionej musiała wziąć sprawy w swoje ręce.
– Pomyliłam jej nazwisko, myślałam, że nazywa się Fletcher – powiedziała Vivianne. Głównie dlatego zapamiętała, jak Alanna się nazywała, a ją samą pewnie pamiętała wyłącznie, bo ta wyszła z nią do kuchni. – Rzeczywiście, była tutaj, wyszła za mną do kuchni, mówiła, że skręciła przypadkiem… Trochę mnie to zdziwiło, bo jednak cała grupa szła w zupełnie inną stronę.
Vivianne zmarszczyła czoło, wracając pamięcią do tamtej rozmowy – nie minęło tak dużo czasu, by było to jakoś szczególnie trudne. Zastanawiała się jednak, co powiedzieć i w jaki sposób ubrać myśli w słowa.
– Czułam się wtedy odrobinę dziwnie, więc jakoś nie wszystko dokładnie pamiętam… – stwierdziła z pewnym wahaniem. Gdyby była osobą chociaż trochę bardziej podejrzliwą, może sama doszłaby do wniosku, że tamtego dnia rzucono na nią czar. Tylko przecież nie stało się nic specjalnego, prawda? Jeżeli rzucono by na nią zaklęcie, to po co? – Pewnie to przez te nerwy. Ale zaoferowała mi pomoc, a kiedy podziękowałam, wróciła do reszty grupy, którą oprowadzał mój mąż. Nie widziałam jej potem podczas samej rozmowy z prasą, ale nie wiem, czy wyszła wcześniej, czy po prostu znikła mi w tłumie, mówiąc szczerze, nie rozglądałam się za nią. Nie jestem nawet pewna, czy była z nami podczas herbaty, nie miałam okularów i bardzo skupiałam się na wyjaśnieniach, jak działa pralka… Na pewno nie było jej tutaj już po dziewiętnastej. Nie stało się raczej nic dziwnego, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Przykro mi, że nie mogę bardziej pomóc. Mogę spytać męża, czy czegoś nie widział, ale znając go, tak bardzo skupił się na telewizorze, że nawet nie pamięta, z kim rozmawiał.
Spojrzała na Bellatrix szczerze zmartwiona i nieco bezradnym gestem rozłożyła ręce.
– Pomyliłam jej nazwisko, myślałam, że nazywa się Fletcher – powiedziała Vivianne. Głównie dlatego zapamiętała, jak Alanna się nazywała, a ją samą pewnie pamiętała wyłącznie, bo ta wyszła z nią do kuchni. – Rzeczywiście, była tutaj, wyszła za mną do kuchni, mówiła, że skręciła przypadkiem… Trochę mnie to zdziwiło, bo jednak cała grupa szła w zupełnie inną stronę.
Vivianne zmarszczyła czoło, wracając pamięcią do tamtej rozmowy – nie minęło tak dużo czasu, by było to jakoś szczególnie trudne. Zastanawiała się jednak, co powiedzieć i w jaki sposób ubrać myśli w słowa.
– Czułam się wtedy odrobinę dziwnie, więc jakoś nie wszystko dokładnie pamiętam… – stwierdziła z pewnym wahaniem. Gdyby była osobą chociaż trochę bardziej podejrzliwą, może sama doszłaby do wniosku, że tamtego dnia rzucono na nią czar. Tylko przecież nie stało się nic specjalnego, prawda? Jeżeli rzucono by na nią zaklęcie, to po co? – Pewnie to przez te nerwy. Ale zaoferowała mi pomoc, a kiedy podziękowałam, wróciła do reszty grupy, którą oprowadzał mój mąż. Nie widziałam jej potem podczas samej rozmowy z prasą, ale nie wiem, czy wyszła wcześniej, czy po prostu znikła mi w tłumie, mówiąc szczerze, nie rozglądałam się za nią. Nie jestem nawet pewna, czy była z nami podczas herbaty, nie miałam okularów i bardzo skupiałam się na wyjaśnieniach, jak działa pralka… Na pewno nie było jej tutaj już po dziewiętnastej. Nie stało się raczej nic dziwnego, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Przykro mi, że nie mogę bardziej pomóc. Mogę spytać męża, czy czegoś nie widział, ale znając go, tak bardzo skupił się na telewizorze, że nawet nie pamięta, z kim rozmawiał.
Spojrzała na Bellatrix szczerze zmartwiona i nieco bezradnym gestem rozłożyła ręce.