• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue

[09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
04.03.2024, 09:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 09:39 przez Brenna Longbottom.)  
- Myślałam, że moja specjalność to bycie biurowym pajacem, ale dopiszę sobie gderanie w rubryczce zdolności w CV - obiecała Brenna, ani trochę nieprzejęta oskarżeniami o bycie gderaczem.
Czy mogła podejrzewać, że Aidan wie o takich rzeczach coś więcej? I tak, i nie. Zwracała uwagę na ludzi w swoim otoczeniu, owszem, lubiła zapamiętywać różne drobiazgi, w rodzaju tego, kto na kogo narzekał i kto zawsze wychodził na lunch widząc, że robi to taka Rhynda albo jaką kawę pijał. Ale wbrew pozorom w tych potokach słów i pytań rzadko wypytywała o sprawy naprawdę osobiste, jeżeli nie była z kimś blisko, plotki powtarzała tylko w najbliższym gronie, a tym wysłuchiwanym niekoniecznie dawała wiarę. Jej znajomość z Parkinsonem ograniczała się głównie do pracy, więc nie miała pojęcia, z kim i jak długo bujał się po niej. Ani że był podrywaczem, który trochę ograniczał się w Biurze - na szczęście dla nich obojga tu próbował odrobiny profesjonalizmu, a ona nie była w jego typie, bo pewnie żadnych zabiegów nie potraktowałaby poważnie i uraziła jego miłość własną albo uderzyła w pewność siebie. Ani że tak naprawdę wzdychał do panny, za związek z którą z pewnością by go z Parkinsonów wydziedziczono. I jedno, i drugie stanowiło dla niej tajemnicę.

Mugole niekoniecznie byli bardziej naiwni niż czarodzieje, przynajmniej w oczach Brenny. Wszystko zależało jednak od miejsca, czasu i okoliczności. W takich hotelach jak tutaj rzadko zadawano pytania, a Longbottom, po której niby na co dzień pieniędzy nie było widać... tak naprawdę przywykła, że banknot albo moneta mogą bardzo wiele problemów załatwić i miała to szczęście, że z pieniędzmi zupełnie nie musiała się liczyć.
I przynajmniej tym razem się nie myliła, bo nikt nie próbował ich zatrzymać.
- Skarbie, mam tylko godzinę, zanim mąż wróci - odparła głośno i marudnie na jego słowa, ani myśląc w tej chwili się oburzać na to, że objął ją w pasie. Po pierwsze, przyjaciele i znajomi obejmowali ją całkiem często, i nigdy się niczego w tym nie doszukiwała - było to może dziwne w rodach czystej krwi, gdzie maniery na takie zachowania rzadko pozwalały, ale ona obracała się w różnym towarzystwie. Po drugie, nie była aż tak durna, by nie wiedzieć, o co mu chodziło...
Niewiele myśląc przyspieszyła, ledwo ich "ofiara" znikła za rogiem i dał się słyszeć szczęk klucza. Nie byli w hotelu sami: ktoś szedł gdzieś piętro niżej, z jakiegoś pokoju dobiegały dźwięki kłótni, na pierwszym piętrze ktoś mówił coś na korytarzu, być może do sprzątaczki. Ale też nie było tu tłumów, a większość ludzi w takich miejscach wolała nie wtykać nosa w nieswoje sprawy.
Kluczem było więc pozbawienie tego gościa różdżki.
- Och, bardzo przepraszam! - wykrzyknęła, wypadając zza rogu i absolutnie celowo wpadając na gościa z impetem. Drzwi do jego pokoju stały już otworem i zderzyli się z nimi. Wyciągnęła ręce, by chwycić za przedramiona, niby to w próbie złapania równowagi, a w rzeczywistości chcąc go przytrzymać na miejscu i utrudnić sięgnięcie po różdżkę. - Zaraz, to pana pokój? Nam też dano klucz do 59!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aidan Parkinson (2213), Brenna Longbottom (2201)




Wiadomości w tym wątku
[09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Brenna Longbottom - 01.03.2024, 20:29
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Aidan Parkinson - 01.03.2024, 22:51
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Brenna Longbottom - 02.03.2024, 22:46
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Aidan Parkinson - 03.03.2024, 14:43
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Brenna Longbottom - 04.03.2024, 09:32
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Aidan Parkinson - 04.03.2024, 12:38
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Brenna Longbottom - 04.03.2024, 12:41
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Aidan Parkinson - 05.03.2024, 11:25
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Brenna Longbottom - 05.03.2024, 11:30
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Aidan Parkinson - 05.03.2024, 12:09
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Brenna Longbottom - 05.03.2024, 12:35
RE: [09.07.72, noc] Starlight in your eyes of blue - przez Aidan Parkinson - 05.03.2024, 19:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa