04.03.2024, 12:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 12:52 przez Brenna Longbottom.)
Jasne włosy, niebieskie oczy.
Ewidentnie jakaś uraza.
A może i "naturalnie" tak wyglądał, to podobieństwo do Andrew było trochę przypadkowe, i chodziło o matkę albo siostrę? Tego to już przyjdzie się im dowiedzieć podczas przesłuchań...
Czy spodziewała się tak nieprzyjemnej reakcji? Chyba nie - głównie dlatego, że nie spodziewała się niczego, działała wiedziona instynktem, i nie zdziwiłoby jej teraz ani gdyby facet zareagował uprzejmie, bo nie chciał zwracać na siebie uwagi, ani gdyby próbował dać jej w twarz. Liczyło się nie pozwolenie, żeby im tutaj spierdolił - i aby sięgnął po różdżkę.
Zakładała, że tego drugiego przy mugolach nie będzie chciał robić, ale gdzieś teraz, pomiędzy tym momentem, gdy powstrzymała go przed ruchem, który rozpoznać mógł każdy czarodziej, a próbą popchnięcia jej, w głowie Brenny zrodziła się myśl, że może wcale nie musiał. Może celował w zauroczaniu, w przeciwieństwie do nich, i znał się na hipnozie. To też mogłoby wyjaśniać, dlaczego stosunkowo łatwo zacierał za sobą ślady, udawał Andrewa i jeszcze oczarowywał te dziewczyny...
Zamiast spróbować umknąć, wywinąć się czy uderzyć, to pchnięta przez mężczyznę po prostu schwyciła go tak, by pociągnąć za sobą - i chociaż walnęła o futrynę plecami bardzo boleśnie, to podłożyła mu nogę i popchnęła tak, by wpadł do pomieszczenia. Klucz wciąż tkwił w zamku, drzwi jednak były otwarte i zamierzała z tego skorzystać.
Nie miał już szans im uciec, wciąż sądził, że ma do czynienia z dwójką mugoli, wszak Brenna właśnie wdała się w bójkę, nie sięgała po różdżkę, i w tej chwili Brygadzistka chciała przede wszystkim usunąć się z widoku. Tak by ktoś wyglądający na korytarz nie postanowił jakimś cudem interweniować albo by jakiś gość idący na górę ich śladem nie oberwał przypadkowym zaklęciem, gdyby ich "Andrew" zdołał je jakimś cudem rzucić, zmuszając ich do wymiany ognia.
Sobie rzucam pod edycję na af
Ewidentnie jakaś uraza.
A może i "naturalnie" tak wyglądał, to podobieństwo do Andrew było trochę przypadkowe, i chodziło o matkę albo siostrę? Tego to już przyjdzie się im dowiedzieć podczas przesłuchań...
Czy spodziewała się tak nieprzyjemnej reakcji? Chyba nie - głównie dlatego, że nie spodziewała się niczego, działała wiedziona instynktem, i nie zdziwiłoby jej teraz ani gdyby facet zareagował uprzejmie, bo nie chciał zwracać na siebie uwagi, ani gdyby próbował dać jej w twarz. Liczyło się nie pozwolenie, żeby im tutaj spierdolił - i aby sięgnął po różdżkę.
Zakładała, że tego drugiego przy mugolach nie będzie chciał robić, ale gdzieś teraz, pomiędzy tym momentem, gdy powstrzymała go przed ruchem, który rozpoznać mógł każdy czarodziej, a próbą popchnięcia jej, w głowie Brenny zrodziła się myśl, że może wcale nie musiał. Może celował w zauroczaniu, w przeciwieństwie do nich, i znał się na hipnozie. To też mogłoby wyjaśniać, dlaczego stosunkowo łatwo zacierał za sobą ślady, udawał Andrewa i jeszcze oczarowywał te dziewczyny...
Zamiast spróbować umknąć, wywinąć się czy uderzyć, to pchnięta przez mężczyznę po prostu schwyciła go tak, by pociągnąć za sobą - i chociaż walnęła o futrynę plecami bardzo boleśnie, to podłożyła mu nogę i popchnęła tak, by wpadł do pomieszczenia. Klucz wciąż tkwił w zamku, drzwi jednak były otwarte i zamierzała z tego skorzystać.
Nie miał już szans im uciec, wciąż sądził, że ma do czynienia z dwójką mugoli, wszak Brenna właśnie wdała się w bójkę, nie sięgała po różdżkę, i w tej chwili Brygadzistka chciała przede wszystkim usunąć się z widoku. Tak by ktoś wyglądający na korytarz nie postanowił jakimś cudem interweniować albo by jakiś gość idący na górę ich śladem nie oberwał przypadkowym zaklęciem, gdyby ich "Andrew" zdołał je jakimś cudem rzucić, zmuszając ich do wymiany ognia.
Sobie rzucam pod edycję na af
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 31
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.