Miał sobie za złe, że rozzłościł Geraldine. Nie chciał do tego doprowadzić. Było w porządku, jeśli to on był zirytowany, ale ze wszystkich osób nie lubił autentycznie denerwować właśnie jej. To było takie... niewygodne dla niego. Burzyło to bezpieczne i komfortowe uczucie, że od Geraldine nigdy nie zazna najmniejszego zła.
Dał jej czas na wyrzucenie z siebie wszystkiego, co chciała. Nie wchodził jej w słowo, bo też nie miał nic do powiedzenia. Niestety Yaxley kurczowo trzymała się tematu i chciała z niego wydusić absolutnie wszystko. W tym momencie chyba już przedarli się przez wszelkie granice szczerości. Postanowił więc też dopowiedzieć parę rzeczy, które zapewne chciała usłyszeć.
Kopnął sobie stojący obok znak drogowy i westchnął.
— Dobra. No więc nawet jak nadszedł czerwiec, to wciąż uważałem, że ohajtanie ciebie z nami to dobry pomysł. Starzy przestaną się pluć, my byśmy mieli do kogo odezwać gębę mieszkając razem i jakoś by to było. W sensie, no bo jak wyobrażasz sobie żebyśmy znaleźli kogoś innego, kto zaakceptuje nas tak jak jesteśmy? — Posłał jej krótkie, smutne spojrzenie. — Ale finalnie to nawet nie wspomniałem Gio o tym pomyśle. Bo pojawiła się Kim. Więc stwierdziłem, że no dobra, to jednak wybieramy ją. Skoro nie teraz, to poczekamy do końca tego cyrku i tyle. Więc no nie miałem ci po co mówić tego wszystkiego, bo plan wycofany. A poza tym, to i tak co miałem ci pisać tam w listach skoro on już wszystko co chciał to napisał? Poza tym prawie w ogóle nie było potrzeby, żebym się pojawiał. Więc u mnie się nic nie działo. — Wzruszył ramionami. — I serio nie sądziłem, że będziesz chciała omawiać to, co się zadziało po Beltane. Myślałem, że też uznasz, że było minęło, jakieś wariaty nam się w głowie odpaliły po festynie i tyle, nie ma co o tym dłużej myśleć. — Poprawił kurtkę. — A bardzo nie uśmiecha mi się rozmawiać o tym teraz, bo... — Prychnął. — Nie chodzi mi o to, że temat jest babski, w sensie, może trochę. Ale chodziło mi o to, że dopiero co obejrzeliśmy takie coś, a w dodatku ty jesteś tutaj... ubrana jak jesteś — tu gestem zarysował obszar jej odzienku — i jeszcze mu musiałaś dyszeć nad uchem w kinie... No naprawdę, spodziewałbym się, że wiesz lepiej jak faceci działają...
Absolutnie urażony tym, że musiał zdobyć się na taką szczerość, wcisnął ręce do niemal nieistniejących kieszeni, znów kopnął znak i uparcie nie patrzył na Geraldine.