Gerry bardzo łatwo się irytowała, nie było to nic nowego. Nigdy jednak nie zdarzyło jej się kłócić z Urquartem, w żadnej postaci. Widać, że nazbierało się w nich trochę niejasności, które eskalowały do tej drobnej kłótni. Dlatego właśnie wolała wszystko wyjaśnić od razu. Bała się, że może wyjść z tego coś większego, a tego by nie chciała. Byli jej za bardzo bliscy.
Przewróciła oczami, kiedy zobaczyła, że kopie znak drogowy, serio? Strasznie dojrzałe zachowanie. Nie ma co.
- Ach, czyli chciałeś, żebym została waszą żoną, bo tak będzie prościej, tak? - Gotowała się coraz bardziej, nie podobało jej się to, że traktował ją, jako jakąś opcję awaryjną. - No jasne, nie widzisz, że traktujesz nas trochę jak bydło? Trafiła się Kim, więc pójdziemy z nią, zajebiste podejście. Czy w ogóle myślisz o naszych uczuciach? - Warknęła, była zła. Jonathan najprawdopodobniej jeszcze nie widział jej w takim stanie, chociaż znali się od lat. - Zachowujesz się jak nasi starzy, którzy chcą nas swatać na siłę, wiesz? - Chciała mu to uświadomić, chciała, żeby otworzył oczy.
- Wydawało mi się, że jest to dobra opcja na starość, jak już nie będziemy mieli co zrobić ze swoim życiem, zamieszkać razem tak po prostu, żeby nie spędzić tego czasu w samotności. - Nie mogła przecież udawać, że sama o tym nigdy nie myślała, tak byłoby prościej. Mieliby się do kogo odezwać, z kim porozmawiać i przecież się lubili, więc każdy w tej sytuacji wygrywał. No, ale chyba jednak przegrała, bo zamierzali zostać z Kim. Trudno.
- Naprawdę, będziesz mi mówił, że jestem nieodpowiednio ubrana? Myślisz, że to planowałam, że wiedziałam, co to będzie za film?! SERIO? - Uniosła głos, zdecydowanie zmierzała do przekroczenia pewnej granicy.
- Zresztą nawet nigdy nie wspominałeś mi o tym, że to, jak wyglądam w ogóle cię obchodzi. - Od tego było warto zacząć, miała wrażenie, że traktował jak jedną z sióstr, ale chyba nie do końca tak było?