— Dlatego ci o tym nie mówiłem. Zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo uprzedmiota... uprzed... przedmiotowo traktuję ciebie i Kim, ale moim priorytetem jest Giovanni. Czy tego chcę, czy nie. Ja tylko po to istnieję. — Odpowiedział zdenerwowany tym, jak lamersko to brzmi.
Chociaż obydwoje starali się prowadzić rozmowę rzeczowo i konkretnie, dochodziło do nieporozumień.
— Nie, nie, nie... Nie chodzi mi o to, że nieodpowiednio. No weź, jestem ostatnim, który by coś takiego powiedział! — Wystawił ręce na swoją obronę. Zirytował się, że go nie zrozumiała. — Jak dla mnie to byś mogła nawet nago chodzić i by mnie to nie ruszało. Znaczy no... Właśnie tu jest problem, bo od maja to akurat to by mnie zaczęło ruszać. Ja pierdolę.
Był zaskoczony i głęboko zdegustowany swoją szczerością. Przetarł dłonią twarz. Oparł się o znak. Kolejne słowa wypowiedział bez podniesionego tonu, z opuszczoną głową. Nieco ciszej, jakby z nadzieją, że jednak nie usłyszy, ale jednocześnie tak, żeby nie musiał się powtarzać.
— No i nie obchodziło mnie jak wyglądasz, ale teraz jakoś zacząłem zwracać na to uwagę, no... Miałem ci jakieś oficjalne ogłoszenie przedstawić z tego powodu, czy coś? Mówiłem — efekt Beltane się skończył, ale to nie było tylko to...