To wcale nie było dla niej takie proste, bo po tym nieszczęsnym Beltane sama zaczęła się zastanawiać, czego właściwie chce od życia. Zależało jej na tym, aby zerwać tę więź, bo wiedziała, że Gio lubi Kim, bardzo lubi. Zresztą pisał jej o tym, że chce z nią wyjechać. Nie wydawało jej się, że powinna mieszać za bardzo w jego życiu. Tyle, że nadal był w tym wszystkim Jonathan, na którym zaczęło jej zależeć.
- Nie o to chodzi Jo, po prostu nie wiem, co mam zrobić, nie wiem, czy powinnam dać ci tego, czego potrzebujesz, mam wrażenie, że mogłoby to namieszać, za bardzo. - Nie myślała o swoich emocjach, uczuciach, o tym wszystkim, co zaczęło mieszać jej w głowie. Martwiła się przede wszystkim o niego. - I wcale nie jestem pewna, czy chcę to ignorować. - Dodała jeszcze, żeby miał tego świadomość. Wyciągnęła w jego kierunku paczkę fajek, sama wyciągnęła z niej jednego papierosa, po tym kiedy on to zrobił.
Zbliżyła się do mężczyzny, żeby odpalić mu tego papierosa. - Daj. - Nie miał wyboru musiał na nią spojrzeć, zbliżyła ogień do papierosa, mógł się odstresować. Sama wreszcie mogła odpalić swojego. Zaciągnęła się dymem, zdecydowanie tego potrzebowała.
Nie spodziewała się, że tak bardzo go będzie irytowała ta sukienka, którą dzisiaj na siebie założyła. Powinna chyba jednak całe życie chodzić w obdartych spodniach i skórzanym płaszczu...
Widziała, jak go miota, widziała, że nie może sobie z tym wszystkim poradzić, nie zastanawiała się więc zbyt długo, tylko złapała go wolną ręką za dłoń, aby się uspokoił.
- Czy ja wiem, nie wydaje mi się, zawsze lepiej wiedzieć, to może otworzyć oczy i zmienić spojrzenie na świat. - Ger w przeciwieństwie do niego próbowała być opanowana, chociaż jedno z nich powinno, chociaż czuła, że wcale nie jest to takie łatwe.