Ona też niby nie była specjalnie skomplikowana, ale w tej sytuacji nie wystarczało zamiecenie tego pod dywan. Wiedziała, jak to się skończy. Kolejny temat zacznie do niej wracać podczas bezsennych nocy. Wolałaby, żeby tego było jak najmniej, także skoro nadal miała go tutaj przed sobą, to ciągnęła tę rozmowę, kłótnię, nie wiedziała sama do końca co to było. Grunt, że żadne z nich jeszcze się nie odwróciło na pięcie.
- No, jak chcesz, to możesz iść ze mną. - Założyła, że on również może tego potrzebować. W przeciwieństwie do Jo, ją chyba jakoś niespecjalnie obchodził konsekwencje tego, co mogło się wydarzyć. Raz się żyje, czy coś. (i raz umiera) - Ja pierdole, przecież nie jesteś przychlastem, zupełnie przeciwnie, raczej jestem przyzwyczajona do tego, że interesują się mną dziwne typy, zdecydowanie niższej kategorii. - Nie ukrywała, że jej gust do płci przeciwnej należał raczej do niezbyt wyszukanego. Yaxley od zawsze była przekonana o tym, że nie jest specjalnie urodziwa, nie wzbudzała raczej typowych reakcji zainteresowania u płci przeciwnej. Była kumplem większości facetów, bo tak już miała, jak przystało na prawdziwą chłopczyce, dlatego też tak słabo sobie radziła z wychwytywaniem pewnych prostych znaków.
W między czasie wytrącił jej filtr z ust, otworzyła paszczę zdziwiona jego zachowaniem. Fakt, było blisko do tego, żeby się poparzyła, ale tak bardzo zaangażowała się w tę dziką konwersację, że tego nie zauważyła. - Dzięki, i tak spłonę w piekle. - Dodała jeszcze.
- Picie jest zawsze dobrym pomysłem. - Nie byłaby sobą, gdyby nie padł z jej ust kontrargument. Zdecydowanie tego potrzebowała, w każdej stresowej sytuacji wybierała alkohol, który choć na chwilę łagodził jej nerwy.
- Skończ pierdolić, tylko byś się spróbował zajebać, to bym cię znalazła i zajebała cię drugi raz, tylko tak, żeby faktycznie bolało. - Nie mogła tego słuchać. - No jasne, idź do domu, udawaj, że nic się nie stało. - Ona zaś nie ruszyła się póki co z miejsca, bo uważała, że jeszcze nie skończyli tej pogadanki.