Odetchnął z ulgą w środeczku, gdy i Geraldine się rozpogodziła. Teraz mogli faktycznie udawać, że nic się nie stało, chociaż obydwoje będą myśleć o tym cały czas.
Złapała go pod rękę, a on jej pozwolił. Na moment i z jego strony był to tylko odruchowy gest. Szczególnie, że jej ramię stykało się nie z jego skórą, a materiałem kurtki. Ale wraz z każdym krokiem, ciepło pokonywało przeszkodę. Jonathan czuł ją bardziej obok siebie. Tak bardzo, jak nie chciał na to zwracać uwagę, tak bardzo zwracał. Dlatego to Geraldine zauważyła bar jako pierwsza. Jo był zbyt rozkojarzony.
Weszli do środka. Urquart rozejrzał się wokół nie tylko za stolikiem, ale też potencjalnie niebezpiecznymi jednostkami. Wszystko wydawało się być w porządku. Znalazł najbardziej osłonięty cieniem stolik, który otoczony był kanapą w półokręgu. Idealnie. Powinni siedzieć na krzesłach po przeciwnych stronach pięciometrowego stołu. Ale będą siedzieć na kanapie, czego nie mógł się doczekać. W najgorszym wypadku tylko się kopną przypadkiem pod stołem. W najlepszym?
Jo przełknął ślinę.
Tak się skupił na kanapie, że umknęła mu możliwość obserwowania Geraldine. Dopiero, gdy była już przy nim, mógł jeszcze zaczerpnąć widoku całej jej sylwetki obrysowanej światłem dochodzącym zza niej.
— Co się tak patrzysz, no polej, no. Przecież nie wypada o pustej szklance siedzieć, jeszcze mnie wyproszą. — Jego ton był jak najbardziej poważny, ale obydwoje wiedzieli, że to żart. To był kolejny etap "nie picia". Najpierw w szklance dla pozorów, zaraz będzie łyczek na spróbowanie, potem kolejny żeby się upewnić... a potem to już będzie w szklankach liczone.
Jo najchętniej wypiłby potężny łyk od razu, byle tylko zabezpieczyć się przed powrotem Giovanniego. Nieczyste posunięcie, ale ta gra miała zbyt niejasne zasady, by się tym przejmować.
— No, i jak? Dobre? Tak mało ludzi tu jest, że wątpię.
Poczekał, aż Yaxley spróbuje alkoholu, a sam chwycił butelkę i obejrzał ją z każdej strony udając, jak gdyby był wielkim znawcą. Następnie złapał za swoją szklankę — obracał nią, patrzył pod światło, wąchał.
— Chyba sam spróbuję, żeby się upewnić, że ci szajsu nie sprzedali.
No i cyk, pierwszy łyk był za nami. Teraz nie mógł się już dłużej gapić na szklankę, czy butelkę, więc pozostało bezceremonialnie wpatrywać się Geraldine prosto w twarz. Coś tak normalnego od wielu lat, teraz stawało się zajęciem samym w sobie. Przyjemnym zajęciem.