Ger w przeciwieństwie do swojego przyjaciela w ogóle nie przejmowała się potencjalnym zagrożeniem. Jak zawsze podchodziła do sprawy lekkomyślnie, bo co mogło im się stać w mugolskim Londynie? Po drugie była pewna, że poradziłaby sobie z ewentualnymi napastnikami. Była bardzo pewna siebie, jeżeli chodzi o takie sprawy. W końcu całkiem niezły był z niej łowca, a przynajmniej tak o sobie myślała.
Uśmiechnęła się, kiedy poprosił ją o to, żeby jemu również nalała. Nie wiedziała, czy to tylko dla pozorów, czy faktycznie zamierzał złamać swoje postanowienie. Miała świadomość, że od nalania do wypicia była bardzo krótka droga. Spełniła więc jego prośbę, przesunęła szklankę po stole w jego kierunku.
- Masz rację, nie wypada, zdecydowanie, ktoś jeszcze zainteresuje się dlaczego dama pije sama. - W końcu nie wypadało, przynajmniej według tego, czego uczyli ją rodzice.
Sięgnęła po swoją szklankę i upiła niewielki łyk alkoholu, na spróbowanie. Smak był, jakiś na pewno. Nawet się nie skrzywiła przy tym jak wzięła trunek do ust. - Miałam w ustach gorsze rzeczy, tego jestem pewna. - Nie, żeby ten alkohol był jakiejś specjalnej jakości, ale podczas swoich wypraw zdarzało jej się pić większe szczyny. Zresztą Yaxley nie miała zbyt wielkich oczekiwań, ważne, żeby kopało.
Ger siedziała na tej nieszczęsnej kanapie, tuż obok niego. Ta cholerna sukienka była strasznie niewygodna w takich sytuacjach, faktycznie następnym razem powinna się dłużej zastanowić nad tym, co na siebie włoży. Wyciągnęła też paczkę fajek i zapalniczkę i położyła je na stół. Wiadomo, że fajki nigdy nie smakują tak dobrze, jak przy alkoholu.
- Próbuj, próbuj, chętnie poznam twoją opinię, na pewno będzie dużo bardziej wyszukana od mojej. - Samo to, że zaczął oglądać butelkę świadczyło o tym, że ma jakieś wymagania, w przeciwieństwie do niej.
Czuła, że się na nią patrzy, Gerry jednak nie należała do tych osób, które specjalnie się peszyły, postanowiła więc zrobić to samo. Wpatrywała się w niego bez słowa, czekała kto wygra tę walkę na spojrzenia.