09.12.2022, 03:15 ✶
Dora w odpowiedzi uśmiechnęła się delikatnie, jakby zastanawiając jakiej właściwie odpowiedzi powinna udzielić. Czuła jak niepokój ciąży jej na piersi, a po badawczym spojrzeniu Fernah mogła domyślać się, że nie był to jedyny objaw jakiego doświadczała.
- Tak, woda brzmi na prawdę dobrze - stwierdziła wreszcie, rozglądając się dookoła i szukając najodpowiedniejszego miejsca, żeby przesmyknąć się przez tłum.
Sytuacja która jeszcze przed chwilą poruszyła zgromadzonymi zdawała się powoli rozwijać w stronę dobrego zakończenia, o ile tak można było nazwać to, co się tam działo.
- Przepraszam cię - powiedziała wreszcie, kiedy poprowadziła je w nieco spokojniejsze miejsce, czyli hol. Wszyscy tak na prawdę tłoczyli się w przygotowanych dla gości pokojach, dzięki czemu mogły spokojnie odetchnąć czy po prostu przejść się do kuchni, bo tam właśnie skierowała kroki Crawley - ale całe to zamieszanie było tak niespodziewane. - uśmiechnęła się nieco nerwowo, pchnąwszy drzwi do kuchni i prosząc jednego ze skrzatów o wodę i na start upijając parę łyków ze szklanki. Dopiero wtedy nieco się rozluźniła.
- Oh Ferni, nie chcę psuć ci przyjęcia. Jeśli chcesz, możesz wrócić na salę... - rzuciła nagle, jakby uświadamiając sobie, że martwienie się o nią niekoniecznie musiało należeć do planów Slughorn na ten wieczór. Jednocześnie też jakby zapominając, że przecież przyjaciółka jeszcze przed chwilą sama wspominała, że aktualne atrakcje przyjęcia nie leżą zbytnio w jej obszarach zainteresowań. - Już mi lepiej, obiecuję. Tylko... nawet jeśli Brenna powiedziała, że nie będzie tutaj nikogo z Borginów... - zamilkła, z konsternacją wpatrując się w trzymaną szklanę.
- Tak, woda brzmi na prawdę dobrze - stwierdziła wreszcie, rozglądając się dookoła i szukając najodpowiedniejszego miejsca, żeby przesmyknąć się przez tłum.
Sytuacja która jeszcze przed chwilą poruszyła zgromadzonymi zdawała się powoli rozwijać w stronę dobrego zakończenia, o ile tak można było nazwać to, co się tam działo.
- Przepraszam cię - powiedziała wreszcie, kiedy poprowadziła je w nieco spokojniejsze miejsce, czyli hol. Wszyscy tak na prawdę tłoczyli się w przygotowanych dla gości pokojach, dzięki czemu mogły spokojnie odetchnąć czy po prostu przejść się do kuchni, bo tam właśnie skierowała kroki Crawley - ale całe to zamieszanie było tak niespodziewane. - uśmiechnęła się nieco nerwowo, pchnąwszy drzwi do kuchni i prosząc jednego ze skrzatów o wodę i na start upijając parę łyków ze szklanki. Dopiero wtedy nieco się rozluźniła.
- Oh Ferni, nie chcę psuć ci przyjęcia. Jeśli chcesz, możesz wrócić na salę... - rzuciła nagle, jakby uświadamiając sobie, że martwienie się o nią niekoniecznie musiało należeć do planów Slughorn na ten wieczór. Jednocześnie też jakby zapominając, że przecież przyjaciółka jeszcze przed chwilą sama wspominała, że aktualne atrakcje przyjęcia nie leżą zbytnio w jej obszarach zainteresowań. - Już mi lepiej, obiecuję. Tylko... nawet jeśli Brenna powiedziała, że nie będzie tutaj nikogo z Borginów... - zamilkła, z konsternacją wpatrując się w trzymaną szklanę.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.