Jonathan przeczesał włosy do tyłu. Tak jak Gio preferował przedziałek na środku, tak on uważał, że lepiej wygląda z zaczesaniem do tyłu. Ale takim niechlujnym, nie ulizanym jak jakiś Malfoy.
— Nie, nie wiedział. Ja mam wgląd do jego myśli, on do moich mnie. Zostawiamy sobie wiadomości w notesie. Ale no tak, on nie wie nic o tym co się zadziało z powodu Beltane i tak dalej. Ani o tych moich głupich planach. O niczym. Będzie ledwo pamiętał moment, w którym odleciał w kinie. Nie będzie absolutnie niczego wiedział o tym, o czym rozmawialiśmy po tym, co robimy teraz i... co może zdarzyć się nim ta noc się skończy.
Był teraz całkiem spokojny, chociaż wciąż zaczerwieniony. Obserwował ruchy jej dłoni, gdy paliła. Oparł się łokciem o oparcie kanapy, by przybrać wygodniejszą do tego pozę. W pewnym momencie złapał jej papierosa i wsadził sobie do ust. Zaciągnął się. Nie pierwszy raz tak robił. Czasem nie miał po prostu ochoty na całego, ale też chciał skorzystać z okazji. Tym razem jednak miało to w sobie pewien ukryty motyw.
Oddał jej papierosa, powoli wydychając dym i wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Akurat dzisiaj czerpał z tego niesamowitą przyjemność. Był zupełnie jak uczeń szkoły średniej, który picie z jednej butelki uznawał za pośredni pocałunek, o ile oczywiście nie dotyczyły to dzielenia napoju z kolegami, wiadomo, wtedy to tylko przyjacielskie ratowanie wodą.
— No to ustalone. Gio się o niczym nie dowie.
[a]Jonathan czuł się niesamowicie pozytywnie. Dopił zawartość szklanki i polał im obojgu znacznie więcej, niż się to powinno robić w przypadku tego typu alkoholu. Nigdy nie rozumiał takich ograniczeń.