05.03.2024, 08:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2024, 11:46 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby okazało się, że cyrkowcy czarują na oczach mugoli, lwy mogą spierdolić w dowolnym momencie, bo ich klatki zostały otwarte, a w cyrku znikąd pojawiły się trzy hipogryfy, Brenna pewnie musiałaby zainterweniować. Ale tak jak sama nad własnymi papierami niemalże się modliła, dbając o każdy, drobny szczegół, tak tutaj nie zamierzała specjalnie się czepiać. I to nie tylko dlatego, że lubiła Alexa: po prostu nie była aż taką służbistką, jak się niektórym wydawało. Popijając kawę ruszyła więc za dwójką cyrkowców do jednej z ich magicznych przyczep.
- Zacznijmy może od zezwoleń... hm, to jest podpisane przez panią Jenkins, tak? - spytała, obracając papier i próbując odgadnąć, czy A ins to może być Amanda Jenkins z Ministerstwa. Niestety, wszystko pomiędzy tymi literami ginęło pod czerwoną plamą, która dla laika wyglądałaby zupełnie jak krew, choć w istocie była chyba jakimś sosem. Brenna zachowała pogodny wyraz twarzy, nijak tej drobnej wpadki nie komentując, bo gdyby ktoś podrabiał dokument, to pewnie nie zalewałby go sosem... - Tutaj są informacje o zabezpieczeniach...? - Sięgnęła po kolejny segregator, pochyliła się nad nim, a potem... jakoś podejrzanie długo przypatrywała się jednemu z papierków...
Numerologia nigdy nie była mocną stroną Brenny. Z matematyką jak na przeciętną czarodziejkę radziła sobie przyzwoicie: na tyle, by potrafić wyliczyć na przykład budżet potrzebny do zorganizowania przyjęcia czy aby podliczyć wszystkie darowizny i to, czy pokrywają zapotrzebowanie. Dlatego potrzebowała minuty, by ciąg liczb i dopisków nabrał sensu, a potem kolejnej minuty, by ogarnąć, że tak, faktycznie te wyliczenia przedstawiają to, co się jej wydaje... I że na pewno nie dotyczyło to żadnych zaklęć gwarantujących, że kodeks tajności nie zostanie naruszony.
- Hm, jeśli chcieliście przedstawić ten plan Ministerstwu Magii, to chyba nie powinien trafić do mnie... Brygada Uderzeniowa nie zajmuje się bezpośrednio planami tego typu. Sugerowałabym oficjalną drogę, ale trochę się boję, że 0,001% szans to za mało, żeby Biuro Aurorów w to poszło. No i pechowo, nie znamy jego adresu, więc już na tym etapie wszystko by posypało - westchnęła, spoglądając na ciąg wyliczeń dotyczących próby zabicia Voldemorta za pomocą żarówki pełnej wąglika. Minę zdołała jakimś cudem zachować poważną, chociaż przyszło jej to z pewnym trudem. Ach, gdyby wojnę dało się zakończyć w ten sposób, to Brenna już by biegła do mugolskiego sklepu z żarówkami...
- Zacznijmy może od zezwoleń... hm, to jest podpisane przez panią Jenkins, tak? - spytała, obracając papier i próbując odgadnąć, czy A ins to może być Amanda Jenkins z Ministerstwa. Niestety, wszystko pomiędzy tymi literami ginęło pod czerwoną plamą, która dla laika wyglądałaby zupełnie jak krew, choć w istocie była chyba jakimś sosem. Brenna zachowała pogodny wyraz twarzy, nijak tej drobnej wpadki nie komentując, bo gdyby ktoś podrabiał dokument, to pewnie nie zalewałby go sosem... - Tutaj są informacje o zabezpieczeniach...? - Sięgnęła po kolejny segregator, pochyliła się nad nim, a potem... jakoś podejrzanie długo przypatrywała się jednemu z papierków...
Numerologia nigdy nie była mocną stroną Brenny. Z matematyką jak na przeciętną czarodziejkę radziła sobie przyzwoicie: na tyle, by potrafić wyliczyć na przykład budżet potrzebny do zorganizowania przyjęcia czy aby podliczyć wszystkie darowizny i to, czy pokrywają zapotrzebowanie. Dlatego potrzebowała minuty, by ciąg liczb i dopisków nabrał sensu, a potem kolejnej minuty, by ogarnąć, że tak, faktycznie te wyliczenia przedstawiają to, co się jej wydaje... I że na pewno nie dotyczyło to żadnych zaklęć gwarantujących, że kodeks tajności nie zostanie naruszony.
- Hm, jeśli chcieliście przedstawić ten plan Ministerstwu Magii, to chyba nie powinien trafić do mnie... Brygada Uderzeniowa nie zajmuje się bezpośrednio planami tego typu. Sugerowałabym oficjalną drogę, ale trochę się boję, że 0,001% szans to za mało, żeby Biuro Aurorów w to poszło. No i pechowo, nie znamy jego adresu, więc już na tym etapie wszystko by posypało - westchnęła, spoglądając na ciąg wyliczeń dotyczących próby zabicia Voldemorta za pomocą żarówki pełnej wąglika. Minę zdołała jakimś cudem zachować poważną, chociaż przyszło jej to z pewnym trudem. Ach, gdyby wojnę dało się zakończyć w ten sposób, to Brenna już by biegła do mugolskiego sklepu z żarówkami...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.