Był jej wdzięczny za chęć kibicowania mu w podjęciu decyzji dotyczącej chęci, jak to sama powiedziała, obrania zupełnie innej ścieżki kariery. Nie rezygnował z tego, czego już przez lata się nauczył, w czym był naprawdę dobry. Miał w tym swoje talenty. Mógł to wykorzystać w innym celu. Papiery na uzdrowiciela posiadał.
Spokój w restauracji został zakłócony przez grupę bardzo żywiołowych czarodziei. Nawet Laurence przerwał na moment swój posiłek, który miał prawie skończony. Zmarszczył brwi, jakby pokazał sobą niezadowolenie z zachowania tamtejszej młodzieży w miejscu publicznym. Ale co mógł zrobić? Sami byli kiedyś młodzi. Może nie tak hałaśliwi. Camille nie chciała widocznie już tutaj dłużej przebywać. Rozumiał to.
- Oczywiście.Rozumiał. Sam także musiał wcześnie wstać. Odsunął swój talerz, otarł usta serwetą, którą po chwili położył obok. Dopił wino i wstał.
- Opłacę zamówienie.
Poinformował. Skierował się bezpośrednio do tego kelnera, który ich obsługiwał. Nie tylko opłacił zamówienie, ale także chłopakowi dał duży napiwek. I polecił, z troski uzdrowicielskiej, aby dbał o siebie. Zasłużył chłopak.
Wrócił do Camille i jeżeli była gotowa do wyjścia, ubrał płaszcz, zabrał torbę i wspólnie opuścili restaurację. Zaproponował, że odprowadzi ją pod miejsce zamieszkania. O ile wyraziła zgodę. A kiedy byli na miejscu. Nadszedł moment rozstania. To jednak coś go tu jeszcze trzymało. Przyglądał się jej. Jakby uważnie. Wpatrując w jej oczy. Wziął się za odwagę. Podszedł bliżej. Uniósł dłoń, odgarniając jej kosmyki włosów. A następnie, po prosu pocałował ją w usta. Delikatnie. Jakby badawczo. Życząc dobrej nocy i do zobaczenia w pracy. Oddalił się. Nie żeby uciekał. Ale może wiedział, że przekroczył granicę, nie pytając ją o zgodę.