Wymiana zdań między tą dwójką mogła być nawet słyszalna na zewnątrz, gdyby te skrzypiące drzwi mieli otwarte. Nawet nie potrzebowali żadnego sygnalizatora, że ktokolwiek wchodzi do środka. A może to Malfoy nie zarejestrował, że ów drzwi ogarnęli? Nie to było teraz istotne. Nie miał też pojęcia, jak długo Ci dwaj próbowali cokolwiek osiągnąć. Nie interesowało go. Interesowała go Ruda, której tutaj nie widział. Dlatego też podszedł bliżej. Być może swoją arystokratyczną wyniosłością, czuć było woń jego perfum w tym pomieszczeniu, a mocniejszą jak się było blisko niego, mógł także zwrócić na siebie uwagę.
Zamiast pytać, przecież Renigald mógł dobrowolnie przejść na zaplecze i samemu sprawdzić, czy tam jest poszukiwana przez niego osoba. Dotarło to do niego, zaraz po tym, jak rzucił pytanie. Ale zarejestrował wcześniej ten dziwny uśmiech na twarzy Terry’ego. ”Co on kombinuje?” – pomyślał, nie otrzymując odpowiedzi od niego na swoje pytanie. Specjalnie także Malfoy stanął prawie u końca lady, aby nie być zbyt blisko nich i ewentualnie przejść dalej w głąb ukrytej części sklepu. Ale nie. Trelawney musiał wyjść i podejść do niego, przestawić jego ciało w kierunku klienta. I te słowa. ”ZDURNIAŁ?” – od razu w głowie miał to słowo. Przeniósł na niego zaskoczone i mordercze spojrzenie.
- Co proszę?Wymusił z siebie to grzecznościowe pytanie, ale zaraz podążył wzrokiem za uciekającym najpewniej kolegą.
- Terry!
Krzyknął za nim, ale ten sobie chyba nic z tego nie zrobił.
”Kurwa…” – przeszło mu przez myśl, siląc się aby nie powiedzieć przekleństwa na głos. Jednocześnie przecierając twarz dłonią. W tym samym czasie też klient zaczął z uwagami się pruć na tego, co przed chwilą zwiał.
Renigald ze znudzeniem, spojrzał na te wisiorek. Wziął go nawet od niego aby się przyjrzeć. Kompletnie się na tym nie znał. Nie miał pojęcia jak miał działać. Jaki dawać efekt. Po za tym, że był co prawda dobrze wykonany technicznie. Ale nie wiadomo, jak magicznie.
- Różne jakie dolegliwości? Co Pan konkretnie potrzebował? Nie ma przedmiotu działającego na wszystko. Jeżeli Pan się nie określił, to co kolega mógł Panu sprzedać? A może przedmiot został źle użyty? Dostał Pan odpowiednią instrukcję?Renigald potrafił mieć znacznie więcej cierpliwości od kolegi z zaplecza. Potrafił trzaskać pytaniami w drugą osobę, aby odpuściła sobie. Aby zmęczyć mówieniem. Mógł także powołać się na swoje nazwisko i przepędzić go pod mianem zastraszenia. Miał nad nim przewagę. Na razie oczekiwał od niego wyjaśnienia o co mu kurwa chodzi. Trzymał w dłoniach ten wisiorek. Ale wzrok dość poważny, przenikliwy miał utkwiony w kliencie.
- Pana godność?
Zapytał po chwili z uprzejmością. Aby zakodować sobie w głowie, kim on jest. Może nazwisko coś mu będzie mówiło? Coś wymyśli. Zawsze coś wymyślał.