05.03.2024, 18:02 ✶
Działanie z zaskoczenia było więc najlepszą możliwą opcją, na jaką Terry mógł się zdecydować. Gdyby Malfoy tych kilka sekund wcześniej zorientował się, że lepiej byłoby ominąć całą tę kłótnię szerokim łukiem i w poszukiwaniu Penny udać się na zaplecze, podsunięcie go pod nos niezadowolonemu klientowi byłoby znacznie trudniejsze. Choć prawdopodobnie też nie niemożliwe.
- Poradzisz sobie - stwierdził jeszcze, na krótko odwracając się w stronę Malfoya przed wycofaniem się w kierunku zaplecza.
Mimo wszystko Trelawney nie był aż tak podły, żeby zostawić Renigalda zupełnie samego z mężczyzną. Nie zniknął tak całkowicie z pola widzenia, nie mogąc sobie odpuścić tego przedstawienia. Zatrzymał się jednak w wejściu na zaplecze, przyglądając się sytuacji z bezpiecznej odległości. Oraz z uśmiechem, którego i tak nie sposób byłoby w tym momencie powstrzymać.
Zaskakujące, jak szybko można było zastąpić poirytowanie szczerym rozbawieniem.
Tymczasem niezadowolonemu klientowi do śmiechu zdecydowanie nie było. Speszył się za to wyraźnie - choć nie na długo - kiedy z ust Malfoya padło pytanie o to, jakie dokładnie dolegliwości miał na myśli.
- Różne... tego... no takie... Różne - wymruczał, stosunkowo szybko odzyskując jednak rezon. - Co to właściwie za różnica? I czy wyście wszyscy już tu do reszty podurnieli? Jakie, cholera, instrukcje? To wisiorek, nie? Co się robi z wisiorkiem? Nosi się. Tak normalnie, na szyi. I on powinien działać. A to cholerstwo nie działa!
Póki co najwyraźniej mężczyzna nie miał pojęcia, kogo właściwie podsunął mu Terrance. Niewykluczone, że był wręcz przekonany, że ma do czynienia z kolejnym całkowicie niekompetentnym sprzedawcą, do którego najwyraźniej nie docierało, że chciał zwyczajnie odzyskać swoje pieniądze. Fakt, przez moment przeszło mu przez myśl, że nie do końca pasował do tego elegancki strój blondyna, ale... kto by się przejmował takimi szczegółami? Zwłaszcza w tym konkretnym momencie. Otaczali go idioci, oszuści i - co gorsza - nikt najwyraźniej nie zamierzał zwrócić mu pieniędzy wydanych na bezużyteczny wisiorek.
Kolejne pytanie zaskoczyło go jednak. Nie spodziewał się widocznie, że jego nazwisko miałoby być w tej sytuacji komukolwiek potrzebne. O ile więc na krótką chwilę faktycznie zamilkł, po prostu wpatrując się ze zdziwieniem w twarz w rozmówcy, o tyle jednak - po raz kolejny - szybko przypomniał sobie, po co tak właściwie tutaj przyszedł. Oraz o tym, że dookoła znajdowali się sami idioci. I oszuści. Twarz poczerwieniała mu jeszcze bardziej niż dotychczas, a on wycelował palcem w Malfoya.
- A co to ma do rzeczy?! - wydarł się, nie zamierzając dostosowywać się do całkiem spokojnego tonu rozmówcy. - Wydałem na ten szmelc pieniądze i chcę je z powrotem! Nie będę się nikomu przedstawiać! Za to na pewno wspomnę gdzie się da, że oszukujecie i okradacie tutaj porządnych czarodziejów!
Co ciekawe, wraz z rosnącym zdenerwowaniem klienta, rosło najwyraźniej rozbawienie Terry'ego. Już przynajmniej raz lub dwa parsknął stłumionym śmiechem, którego nie udało mu się w porę powstrzymać. Bo jednak... trzeba było przyznać, że sytuacja nabierała komediowego wydźwięku, kiedy już nie musiał w niej sam uczestniczyć. Co więcej - kiedy miał świadomość, że to za jego zasługą jednym z głównym aktorów tego przedstawienia stał się Malfoy.
- Poradzisz sobie - stwierdził jeszcze, na krótko odwracając się w stronę Malfoya przed wycofaniem się w kierunku zaplecza.
Mimo wszystko Trelawney nie był aż tak podły, żeby zostawić Renigalda zupełnie samego z mężczyzną. Nie zniknął tak całkowicie z pola widzenia, nie mogąc sobie odpuścić tego przedstawienia. Zatrzymał się jednak w wejściu na zaplecze, przyglądając się sytuacji z bezpiecznej odległości. Oraz z uśmiechem, którego i tak nie sposób byłoby w tym momencie powstrzymać.
Zaskakujące, jak szybko można było zastąpić poirytowanie szczerym rozbawieniem.
Tymczasem niezadowolonemu klientowi do śmiechu zdecydowanie nie było. Speszył się za to wyraźnie - choć nie na długo - kiedy z ust Malfoya padło pytanie o to, jakie dokładnie dolegliwości miał na myśli.
- Różne... tego... no takie... Różne - wymruczał, stosunkowo szybko odzyskując jednak rezon. - Co to właściwie za różnica? I czy wyście wszyscy już tu do reszty podurnieli? Jakie, cholera, instrukcje? To wisiorek, nie? Co się robi z wisiorkiem? Nosi się. Tak normalnie, na szyi. I on powinien działać. A to cholerstwo nie działa!
Póki co najwyraźniej mężczyzna nie miał pojęcia, kogo właściwie podsunął mu Terrance. Niewykluczone, że był wręcz przekonany, że ma do czynienia z kolejnym całkowicie niekompetentnym sprzedawcą, do którego najwyraźniej nie docierało, że chciał zwyczajnie odzyskać swoje pieniądze. Fakt, przez moment przeszło mu przez myśl, że nie do końca pasował do tego elegancki strój blondyna, ale... kto by się przejmował takimi szczegółami? Zwłaszcza w tym konkretnym momencie. Otaczali go idioci, oszuści i - co gorsza - nikt najwyraźniej nie zamierzał zwrócić mu pieniędzy wydanych na bezużyteczny wisiorek.
Kolejne pytanie zaskoczyło go jednak. Nie spodziewał się widocznie, że jego nazwisko miałoby być w tej sytuacji komukolwiek potrzebne. O ile więc na krótką chwilę faktycznie zamilkł, po prostu wpatrując się ze zdziwieniem w twarz w rozmówcy, o tyle jednak - po raz kolejny - szybko przypomniał sobie, po co tak właściwie tutaj przyszedł. Oraz o tym, że dookoła znajdowali się sami idioci. I oszuści. Twarz poczerwieniała mu jeszcze bardziej niż dotychczas, a on wycelował palcem w Malfoya.
- A co to ma do rzeczy?! - wydarł się, nie zamierzając dostosowywać się do całkiem spokojnego tonu rozmówcy. - Wydałem na ten szmelc pieniądze i chcę je z powrotem! Nie będę się nikomu przedstawiać! Za to na pewno wspomnę gdzie się da, że oszukujecie i okradacie tutaj porządnych czarodziejów!
Co ciekawe, wraz z rosnącym zdenerwowaniem klienta, rosło najwyraźniej rozbawienie Terry'ego. Już przynajmniej raz lub dwa parsknął stłumionym śmiechem, którego nie udało mu się w porę powstrzymać. Bo jednak... trzeba było przyznać, że sytuacja nabierała komediowego wydźwięku, kiedy już nie musiał w niej sam uczestniczyć. Co więcej - kiedy miał świadomość, że to za jego zasługą jednym z głównym aktorów tego przedstawienia stał się Malfoy.