Właśnie - o co chodzi? Czy to nie było oczywiste? Jego oczy przesunęły się z tego aparatu do niebieskich tęczówek rozmówcy, gdzie była potrzeba zrozumienia reakcji, którą dojrzał. Całkiem celnie, zupełnie jakby był wręcz przewrażliwiony na temat tego, co mogą wywołać jego słowa. W zasadzie słusznie. Tak samo jak słuszne było to pytanie. Nie byłeś wcale zobowiązany odpowiadać, tylko że zasłanianie się, że nie - nic, byłoby o kant dupy obił. Nie działo się nic wielkiego, nie było się też więc co zastanawiać nad odpowiedzią, a jednak ta nie padła od razu, a Laurent też odbił wzrokiem trochę w bok, żeby przesunąć nim po obramowaniu łóżka i skierować oczy na okno.
- Zdziwiła mnie wzmianka o siostrze. - Dyplomacja - mógłby być dyplomatą, albo politykiem! Gdyby tylko nie był taki wrażliwy i gdyby potrafił się o wiele mocniej trzymać pionu, żeby nie pozwalać się rozchwiać przy byle pierdole, która nie powinna mieć żadnego znaczenia. - Czy trzeba? Nie, nie uważam. Jest wiele złych rzeczy, których nie powinno się nawet próbować, nawet jeśli kuszą. - A czasami skuszą i się już od nich nie uwolnisz - to była zbyt częsta bajka ich rzeczywistości, szczególnie wśród dzieci czystych krwi, które szukały ucieczki od swojej ciasnej, zamkniętej rzeczywistości. - Natomiast sądzę, że należy mieć otwarty umysł - tylko należy korzystać z niego mądrze. - Uzupełnił swoją wypowiedź, bo przecież nie zgadzał się z tym, że skoro próbować nie należy - to lepiej trzymać się tego, co znane. Szanował to, że nie każdy chciał próbować, nie każdy chciał się otwierać, ale warto było chociaż próbować. Starać się. Aż w końcu odkrywało się coś zupełnie nowego, co może okazywało się strzałem nawet nie w 10, a w 50. Bulls eye. Więc tak, zgadzał się z Philipem, że czasami nie warto się było zapierać, jak najbardziej. A czasami znowu należało się zapierać nawet więcej niż nogami i rękami. Gdyby miał dzieci pewnie taką naukę by im przekazywał. Tylko wątpił w to, że jakiekolwiek będzie mieć.
- Żaden z ciebie romantyk, co? - Nie powiedział tego z przyganą, wręcz rozjaśniła się jego twarz od łagodności, która prawie zawsze go cechowała i rozbawienia na ten komentarz co do tego, że malowanie kry nie mogło być trudne. Gdyby było takie proste to czy William chciałby ją popłynąć zobaczyć? Nie sądził. - To możemy się przepłynąć z nimi w kierunku oceanu i lodowców. Ciekawie będzie je zobaczyć na żywo... - Wolno puszczona myśl w przestrzeń, którą tworzył otwarty statek. Wyruszyli z portu - linia brzegu coraz bardziej się od nich oddalała i teraz to na niej skupiała się uwaga selkie. Przynajmniej te wizualna uwaga.
Statek, na którym się znajdowali nie stanowił może najwyższej klasy, jaka mogła być - to nie był najbardziej nowoczesny jachtowiec, ale miał swoją klasę i swoją prezencję na tyle wysoką, żeby zadowalać i żeby było na czym zawiesić oko. Wart drogich biletów, które Laurent na to wyłożył, bo przecież jego skąpstwo nie pozwoliłoby mu na zaniżenie klasy. - Tylko nie wiem, czy nie zamarznę. - Kąciki ust mu drgnęły. - Lód nie może być prosty do malowania. Jak w końcu malujesz coś, co jest przejrzyste?