Tylko parsknął cicho na butelkę. Było ich stać, żeby zostawić nawet nieotwartą butelkę. Czego oczywiście zazwyczaj nie robili, oprócz momentów wyjątkowo dużego upojenia, kiedy żadne z nich nie myślało już o alkoholu i tylko marzyli o spanku.
Geraldine miała o wiele lepszą głowę od Jonathana. Aczkolwiek on czasem nie potrzebował pić, żeby się zachowywać jak ostatni żul. Na zaniki pamięci czasem cierpiał, ale nie przeszkadzało mu to. Gdyby zrobił coś nie tak, matka obudziłaby go z samego ranka z jego twarzą na okładce Proroka.
Ale tym razem bardzo byłby smutny, gdyby zapomniał o tym wieczorze.
Gdy poczuł palce Geraldine, na początku sądził, że chce w jakiś sposób zaprzestać kontaktu, ale wykazała wręcz przeciwną reakcję. Wtedy odkrył, jak bardzo nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nie sądził, że jednak będzie musiał dokonać tego odważnego czynu.
Dodał sobie otuchy w myślach, chociaż w głowie zaczęło już się kręcić. Pochylił się ku niej, jedną dłonią kierując jej twarz ku sobie, drugą ściskając jej dłoń. Był bardzo zdenerwowany. Ale nie mógł teraz uciec. To jego wielka szansa.
Przymknął oczy i złożył na ustach Geraldine delikatny pocałunek. W porównaniu z jego paskudnym charakterem, całował niczym pierwszoroczny student, który pierwszy raz miał spędzić noc poza domem. Zawsze ochoczy do wygadywania zbereźności, sam nie doświadczył jeszcze najprostszego kontaktu z ukochaną kobietą.
Odsunął się po kilku sekundach. Chociaż chciał więcej, pragnął najpierw spojrzeć jej prosto w oczy i wniknąć w jej duszę. Musiał mieć pewność, że zrozumie, że nie chodzi mu tylko o cielesne aspekty.
— Wiesz, że nawet jak będziesz z innym facetem, z tysiącem innych facetów, to i tak będziesz moja. Bo nikt cię tak nie kocha jak ja. Jak ja i Gio.