Zbliżał się czas. Tańce powoli dobiegały końca, na parkiecie zostało kilka par, które tkwiły przytulone, jakby czas przestał istnieć, miała wrażenie, że orkiestra gra wolniej, spokojniej, że już zbliża się moment, w którym powinna opuścić stodołę. Trochę się bała tej chwili, może zbyt szybko postanowiła zareagować, a teraz pójdzie w mrok z tym, którego kiedyś kochała. Spotka się z przeszłością, o której chciała zapomnieć, na własne życzenie.
Nim wyszła na zewnątrz pożegnała się ze wszystkimi, wyśmienicie się bawiła, a raczej ciągle próbowała udowodnić, że tak jest. Nie chciała nikomu sprawić przykrości - jak zawsze. Nie zakładała bowiem, że go tutaj spotka, a okazało się to być całkiem bolesne. Rozdrapało rany, które wydawały się być zabliźnione, a teraz piekły, jakby wcale nie minęło niemalże dziesięć lat.
Musiała kilka razy wyjaśnić, że dotrze do Warowni sama, że ma do załatwienia jeszcze jedną sprawę, co wcale nie było takie proste do przetłumaczenia tym wszystkim osobom, które szykowały się do wspólnej drogi powrotnej. Jakoś udało jej się jednak z tego wykaraskać.
Kiedy wyszła na zewnątrz uderzyło w nią zimne, nocne powietrze. Poprawiła szal, który udało jej się wylosować, zabawne, że idealnie pasował do tej sukienki, którą wybrała na ten wieczór, a przy okazji otulał przyjemnie jej ramiona. Sierpniowe noce zwiastowały już rychłe nadejście jesieni. Był to dziwny miesiąc, słońce bowiem zostawiało jeszcze na twarzy piegi, dni miały w sobie wiele radości, ale te noce, noce przynosiły melancholię, świadomość, że zaraz skończy się ten radosny czas i przyjdą mniej kolorowe dni, kiedy nadejdzie okres ucinania głów słonecznikom i zastanawiania się nad tym, co będzie dalej.
Rozejrzała się wokół, nie do końca wiedziała, gdzie go znajdzie, nie umknęła jej jednak sylwetka stojąca przy drzewie. Przystanęła na moment, spoglądała na niego dłuższą chwilę, ale podjęła decyzję dużo wcześniej, że będzie to jej moment oczyszczenia, uzyskania odpowiedzi, chociaż, czy właściwie już ich nie dostała? Nie miała pojęcia, dlaczego się na to zdecydowała. To, co powiedział jej w tańcu ją zaskoczyło, spowodowało, że pojawiło się dziwne uczucie, jakby nie wyjaśnili sobie wszystkiego, jakby ten rozdział wcale nie został zamknięty, nie po tym, czego się dowiedziała.
Ruszyła powolnym krokiem w jego kierunku. Nie do końca wiedziała, co powinna mu powiedzieć, przecież nie rozmawiali ze sobą (nie licząc tej krótkiej wymiany zdań) prawie dziesięć lat. To szmat czasu, tylko dlaczego jej serce zachowywało się tak, jakby widziało go wczoraj?
Dotarła do niego po krótkiej chwili, na pewno zauważył, że zmierza w jego stronę. Przystanęła przed nim, co miała mu teraz powiedzieć. Wszystkie słowa, które przychodziły jej na myśl wydawały się być okropnie banalne. - Cieszę się, że na mnie zaczekałeś. - Powiedziała cicho, nie spuściła jednak wzroku, a wpatrywała się w jego twarz.