Może i było ich stać, Yaxley jednak nie znosiła bycia rozrzutną, mimo swojego bogactwa. Nie bez powodu nadal udawało jej się utrzymywać ten status. Nieotwartej butelki na pewno nie zapomniałaby zabrać ze sobą, aby móc ją w siebie wlać o poranku, by wyleczyć kaca.
Miała świadomość, że jej doświadczenie związane z ilością alkoholu, który w siebie wlewała było zdecydowanie większe od Jonathana. Z racji na swój zawód dosyć szybko nauczyła się pić. Przebywała w męskim towarzystwie, musiała im dorównywać, jak w każdej innej dziedzinie życia. Udowodnić, że jest kimś więcej niż tylko delikatną kobietą.
W tej chwili nie chciała zaprzestać kontaktu, potrzebowała bliskości, bo ostatnio czuła się okropnie samotna. Miała wrażenie, że świat rozsypał jej się między palcami i potrzebowała jeszcze coś poczuć. Będzie się za to smażyła w piekle z tymi potworami na które polowała. Na pewno, ale w tym momencie nie było to istotne. Liczyło się tylko to, że znalazł się ktoś, kto chciał jej to dać, nie było ważne nawet to, że był jej przyjacielem. Skorzystała z okazji, która się przytrafiła.
Ona nie zamknęła oczu, nie wydawało jej się to być potrzebne. Pocałunek, który złożył na jej ustach nie był taki, jak się spodziewała. Zdecydowanie delikatniejszy niż zakładała, jakby Jonathan nie do końca wiedział co robi. Nie wypytywała go nigdy o jego doświadczenie, podejrzewała jednak, że nie jest tak bogate jak jej. Ona co chwilę się w kimś zakochiwała, szukała kogoś, kto by ją docenił chociaż przez chwilę, kto da jej ciepło, którego potrzebowała.
Odwzajemniła jego pocałunek, najdelikatniej jak potrafiła, nie chciała go wystraszyć, chciała, żeby czuł się z nią dobrze. Po chwili jednak się odsunął, czy zrobiła coś nie tak? Bardzo szybko jednak zrozumiała dlaczego. - Ja też was kocham. - Powiedziała niemalże od razu i nie uważała, nawet, że było to kłamstwem, bo przecież nigdy nie ukrywała, że wiele dla niej znaczą, tylko to nie do końca była miłość romantyczna.