09.12.2022, 23:35 ✶
Zabrzmiało poważnie, i to bardzo, stąd też w oczach Mavelle pojawił się błysk czujności. Co znowu kuzynka wymyśliła? Choć czy faktycznie to było takie istotne? Już w czasach Hogwartu przecież szła za Brenną niczym w ogień; głównie po to, by chronić młodszą krewną, jak sobie powtarzała.
A może to była tylko wymówka, mająca przykryć rzeczywiste chęci dziewczyny odnośnie pchania się tam, gdzie niekoniecznie powinna. W zasadzie to nawet zdecydowanie nie powinna.
- Cóż, nie sądzę, żeby miała być inna – skwitowała w końcu. Nawet jeśli zdrowy rozsądek kazałby chwycić – po usłyszeniu, o co chodzi – Brennę za ramiona i potrząsać nią aż do chwili, gdy wszystkie głupie pomysły wypadną z głowy. Tyle że był już dorosłe, więc cokolwiek to było, to zapewne musiał być teraz o wiele większy kaliber niż chociażby snucie się po Hogwarcie w godzinach nocnych, kiedy to należało leżeć w dormitorium pod pierzyną.
- Okej – podsumowała, nie przeoczając, że to najwyraźniej nie miała być czekolada z piankami, tylko pianki z czekoladą. Hm, wymagało to odpowiedniego zmienienia proporcji, oczywiście, niemniej było to oczywiście jak najbardziej wykonalne – Słodkości i ciepłych kocyków – w zasadzie zgodziła się z kuzynką. Nie dość, że jesień, to jeszcze i paskudne czasy; odrobina przyjemności, do których można było zaliczyć ciepełka i dobry napój, mogła choć odrobinę poprawić humor, sprawić, iż wszystko nie wydawało się takie… szare, beznadziejne, dążące do zagłady.
- Noooo, coś pamiętam – wyrzekła powoli, sypiąc całkiem sporo pianek kubka. W końcu pianki z czekoladą, czyż nie? Zachodziła przy tym jednocześnie w głowę, skąd w ogóle taki temat. A potem – skąd to nagłe podgłośnienie radia. Zerknęła krótko na Brennę i… wyjaśniło się.
Voldemort.
Zamarła w pół ruchu, sięgając po tabliczki czekolady, celem ich połamania. A z kolejnymi słowami kuzynki „odwiesiła się” i wróciła do przerwanej czynności.
Milczała przez chwilę, przetrawiając to, co usłyszała. Dumbledore zbiera ludzi. Absolutnie niebezpieczne, to się rozumiało samo przez się akurat; choć jakkolwiek by nie patrzeć, już sama praca w Brygadzie nie należała do bezpiecznych.
Szum radia i trzask łamanej na kawałki czekolady.
- Czasami można się zastanawiać, na co komu ministerstwo, prawda? – rzuciła z pewnym przekąsem. Nie poradziło sobie z jednym problemem, jak miało i z kolejnym, o dość podobnej skali? Tak, prawda, instytucja była tak silna, jak ludzie w niej urzędujący. A do tego wszystkie zasady, procedury…
… czasem bardziej przeszkadzały niż pomagały.
- Cóż, Brenny, jak mówiłam, znasz moją odpowiedź. Inaczej by ciebie tu nie było, prawda? – spytała retorycznie, dość miękkim tonem. Machnięciem różdżki posłała połamaną tabliczkę wprost do garnuszka z grzejącym się mlekiem i odwróciła się do kuzynki, oblizując odruchowo palce z tych odrobin kakaowej masy, które przywarły do opuszków.
A może to była tylko wymówka, mająca przykryć rzeczywiste chęci dziewczyny odnośnie pchania się tam, gdzie niekoniecznie powinna. W zasadzie to nawet zdecydowanie nie powinna.
- Cóż, nie sądzę, żeby miała być inna – skwitowała w końcu. Nawet jeśli zdrowy rozsądek kazałby chwycić – po usłyszeniu, o co chodzi – Brennę za ramiona i potrząsać nią aż do chwili, gdy wszystkie głupie pomysły wypadną z głowy. Tyle że był już dorosłe, więc cokolwiek to było, to zapewne musiał być teraz o wiele większy kaliber niż chociażby snucie się po Hogwarcie w godzinach nocnych, kiedy to należało leżeć w dormitorium pod pierzyną.
- Okej – podsumowała, nie przeoczając, że to najwyraźniej nie miała być czekolada z piankami, tylko pianki z czekoladą. Hm, wymagało to odpowiedniego zmienienia proporcji, oczywiście, niemniej było to oczywiście jak najbardziej wykonalne – Słodkości i ciepłych kocyków – w zasadzie zgodziła się z kuzynką. Nie dość, że jesień, to jeszcze i paskudne czasy; odrobina przyjemności, do których można było zaliczyć ciepełka i dobry napój, mogła choć odrobinę poprawić humor, sprawić, iż wszystko nie wydawało się takie… szare, beznadziejne, dążące do zagłady.
- Noooo, coś pamiętam – wyrzekła powoli, sypiąc całkiem sporo pianek kubka. W końcu pianki z czekoladą, czyż nie? Zachodziła przy tym jednocześnie w głowę, skąd w ogóle taki temat. A potem – skąd to nagłe podgłośnienie radia. Zerknęła krótko na Brennę i… wyjaśniło się.
Voldemort.
Zamarła w pół ruchu, sięgając po tabliczki czekolady, celem ich połamania. A z kolejnymi słowami kuzynki „odwiesiła się” i wróciła do przerwanej czynności.
Milczała przez chwilę, przetrawiając to, co usłyszała. Dumbledore zbiera ludzi. Absolutnie niebezpieczne, to się rozumiało samo przez się akurat; choć jakkolwiek by nie patrzeć, już sama praca w Brygadzie nie należała do bezpiecznych.
Szum radia i trzask łamanej na kawałki czekolady.
- Czasami można się zastanawiać, na co komu ministerstwo, prawda? – rzuciła z pewnym przekąsem. Nie poradziło sobie z jednym problemem, jak miało i z kolejnym, o dość podobnej skali? Tak, prawda, instytucja była tak silna, jak ludzie w niej urzędujący. A do tego wszystkie zasady, procedury…
… czasem bardziej przeszkadzały niż pomagały.
- Cóż, Brenny, jak mówiłam, znasz moją odpowiedź. Inaczej by ciebie tu nie było, prawda? – spytała retorycznie, dość miękkim tonem. Machnięciem różdżki posłała połamaną tabliczkę wprost do garnuszka z grzejącym się mlekiem i odwróciła się do kuzynki, oblizując odruchowo palce z tych odrobin kakaowej masy, które przywarły do opuszków.
432/984