Gnojek. Jeszcze mu się odegra za wykorzystywanie jego osoby do celów rozmowy z upierdliwymi klientami. Może i miał nazwisko budzące niekiedy grozę na ulicach Nocturnu, to jednak ten ich lokal chronił pod innymi względami. Ale nie przed klientami, z którymi to oni powinni umieć sobie radzić.
Miał wyjście? Miał. Mógł zostawić ten problem Terre’mu. Olać jego prośbę. Był takim samym kretynem jak Penny. Znów został wrobiony w coś, czego nie mógł zignorować. To mogło naruszyć jego reputację. Nie można było do tego dopuścić.
Wisiorek położył na ladę sklepu. Klient najwyraźniej nie potrafił się w jego obecności wysłowić. Renigalda nie ruszało nic, cokolwiek do niego mówił. Stał prosto. Oparł ręce o biodra. Patrzył na mężczyznę jak na człowieka od siedmiuset boleści. Kupił coś, o czym nie miał pojęcia. Brawo dla właścicieli sklepu. Albo dla idiotyzmu tego człowieka, posiadającego chyba problemy ze zrozumieniem i pamięcią.
- Radzę zważać na słowa. Rozmawiam z Panem na poziomie kulturalnym. Nie życzę sobie takiego wywyższania się. Inaczej będę z Panem zmuszony rozmawiać inaczej.Ostrzegł, na razie łagodnym tonem. Ale spojrzenie Renigald miał bardzo poważne. Jeszcze wstrzymywał się od tego, aby klienta przegonić morderczym spojrzeniem. Nie na tym polega interes. Takiego człowieka trzeba ugłaskać.
Prośba o podanie swojego nazwiska, wprawiła mężczyznę w chwilowe zakłopotanie. Malfoy zmarszczył brwi, zauważając ten aspekt. ”Więc to tak.” – pomyślał. Wiedział już jak z nim rozmawiać. Nawet, jeżeli ten zaciął się jak stara płyta z zardzewiałego gramofonu.
- Bardzo dużo ma do rzeczy.Renigald też nie przestawał. I w przeciwieństwie do niego, nadal był opanowany i spokojny. Nie gotował się jak starszy od niego czarodziej. Aż śmierdziało od niego wściekłością.
- Proszę bardzo.
Renigald w tym momencie zdjął swój kapelusz i położył na ladzie. Zerknął w kierunku Trelawneya, mając dziwne wrażenie, że chyba coś z jego strony słyszał. Rozbawienie? Jego później sprowadzi do ziemi. Ponownie spojrzał na mężczyznę, tym razem dając mu możliwość przyjrzenia uważnie. Blond włosy, arystokratyczna twarz. Jechało od niego bogactwem. Ale przecież, każdy, kto śpi na galeonach może sobie na to pozwolić.
- Porządny czarodziej posiadałby wysoką kulturę osobistą. Umiejętności komunikacyjne, szukając wspólnego rozwiązania problemu i osiągnięcia kompromisu. Pan w tej chwili jest poniżej tych możliwości, zarzucając oszustwo, krytykując dzieło stworzone własnymi rękoma. Porządny czarodziej, nie miałby oporu przedstawić się chyba, że boi się o własne interesy, samemu prowadząc coś nielegalnego? Pragnę zwrócić uwagę, że ten lokal jest finansowany przeze mnie. Renigalda Malfoya. Myślę, że dogadamy się, bo przecież nie chcemy ściągać Brygadzistów w celu rozwiązywania sporu i zabierania im czasu?
Uniósł brew ku górze, czekając na to, czy ów mężczyzna zrozumiał to, co do niego mówił Renigald. Mógł go zastraszyć także Departamentem Skarbu, zastraszając zwiększeniem podatków za jego udziały, jeżeli jakiekolwiek posiadał. Coś prowadził. Część rodziny Malfoy pracowała właśnie w Departamencie Skarbu. W tym jego ojciec i kuzynostwo. Mieli znajomości w półświatku. Renigald z Terrance mieli także znajomych ze szkoły w Brygadzie Uderzeniowej. Czy naprawdę, klientowi tak bardzo zależało na większym konflikcie niż wywołał obecny? Chciał rozgłosu, aby pisano o nim w Proroku Codziennym? Chciał mieć później aurorów na głowie?
Renigald rzadko kiedy przedstawiał się swoim prawdziwym imieniem. Lecz w takich dość poważnych sytuacjach musiał. Bo wtedy drogą komunikacji, gdzieś ta wieść się rozejdzie. Choć by na Nocturnie.
Czasami żeby coś osiągnąć, trzeba było posunąć się do oszustwa i kłamstwa. Nikt prawdy znać nie musiał. Nawet jeżeli to się rozejdzie po kościach. Teraz być może palnął taką ściemę, że sam się nie wykręci. Wszystko przez to, w co wpakowała go Penny.