06.03.2024, 04:23 ✶
Kiełbasa była nieco wysuszona, a jej skórka miała głęboki, brązowy kolor. Tekstura mięsa była twarda, ale w przyjemny sposób. Każdy kęs był wyjątkowy - pełen intensywnego smaku i aromatu wędzenia. Podobało mu się to, że musiał napocić się, aby oderwać kawałek kiełbasy od reszty. Prawdziwe, dzikie mięso, które miało swoją historię. Swój charakter. Trzeba było z nim powalczyć, aby zasłużyć sobie na skosztowanie go. Erik uśmiechnął się mimowolnie, napawając się samym aktem jedzenie. Niemy dowód na to, że kosztował swojej własnej amortencji, a może jego wilcza natura podnosiła łeb?
Z ciekawością obserwował zmagania Samuela z jego przekąską, słuchając o tym, jak to ją upolował, posiłkując się barterem. Ta forma handlu chyba nigdy nie wyjdzie z mody. Im więcej czasu spędzał ze stolarzem, tym bardziej miał wrażenie, że ten był jak morze. Podlegał przypływom i odpływom; raz otwierał się na drugą osobę, a innym chował się do swojej skorupy. Czasem po prostu przyjmował do wiadomości to, co ktoś miał mu do powiedzenia i na tym rozmowa się kończyła.
A może to po prostu Longbottom miał zaburzoną percepcję jego osoby? Przyzwyczaił się do tego, że ludzie próbowali obalać każde jego słowo. Testowali go, uderzali pod różnymi kątami, szukali słabych punktów. Jedno zdanie mogło wykoleić pierwotną rozmowę, zmieniając ją w coś bardziej skomplikowanego. Cisza Sama wiele upraszczała, ale dla Erika stanowiła poniekąd wyzwanie. Co musiał zrobić, aby głos Samuela zdominował konwersację?
— Co takiego miałbym sły... — odezwał się zdziwiony, wyrwany ze swoich przemyśleń. Nawet nie zdołał dokończyć.
Zamrugał zaskoczony, gdy Sam rzucił się w stronę brzegu, zostawiając na piasku bagaże. Otworzył szerzej usta, wybałuszając oczy na widok mężczyzny przemieniającego się w niedźwiedzia. Widział wprawdzie parę razy Mavelle, kiedy zmieniała się w wilka, jednak w porównaniu do niej ten zwierz wydawał się dużo bardziej majestatyczny. Pewnie przez swoje rozmiary. Poczuł lekki ścisk w żołądku na ten widok, jakby coś próbowało wywrócić go na drugą stronę. Może jego wilkołacza natura się buntowała? Lub czuła... Rywala?
To by wiele wyjaśniało. Bądź co bądź, w czasie pełni Erik nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby buszować po lesie, nie mówiąc już o tym, żeby polować czy spotykać dzikie zwierzęta. Noce spędzał od lat w swojej kryjówce, a od niej większość zwierzyny trzymała się z daleka. Może podświadomość myliła animaga z prawdziwym niedźwiedziem? Erik wziął głęboki oddech, ruszając powoli za swym kompanem. Na pewno nie miał zamiaru stracić kontroli na rzecz stwora czającego się pod jego skórą, który był uśpiony przez większość miesiąca. Za nic w świecie.
— Kompletny brak kontroli! — zawołał, aby zaraz zacmokać, udając dezaprobatę. Zostawił wędki na brzegu obok torby Sama, po czym ściągnął buty, skarpetki i wszedł do wody. — Niedźwiedź widzi trochę wody i od razu biegnie do przodu... Nie patrzy! — Wszedł głębiej, nie spuszczając wzroku z Sama. — Po prostu jak dziecko, które lata za kolorową piłką. A niby takie wielki, groźny zwierz. Król głuszy. — Zrobił jeszcze kilka kroków, jednak w końcu zatrzymał się, wsuwając nonszalancko dłonie do kieszeni. Jeszcze chwila a zamoczyłby szorty. — Ty jesteś misiek, a nie niedźwiedź, ot co. Tylko baryłkę miodu ci podsunąć.
Pokręcił głową z uśmiechem. Nie wiedział, co go podkusiło. Jakie to znaki można było znaleźć w ogrodach zoologicznych i niektórych parkach narodowych? ''Nie drażnić zwierząt"? Ojej. Ojej.
Z ciekawością obserwował zmagania Samuela z jego przekąską, słuchając o tym, jak to ją upolował, posiłkując się barterem. Ta forma handlu chyba nigdy nie wyjdzie z mody. Im więcej czasu spędzał ze stolarzem, tym bardziej miał wrażenie, że ten był jak morze. Podlegał przypływom i odpływom; raz otwierał się na drugą osobę, a innym chował się do swojej skorupy. Czasem po prostu przyjmował do wiadomości to, co ktoś miał mu do powiedzenia i na tym rozmowa się kończyła.
A może to po prostu Longbottom miał zaburzoną percepcję jego osoby? Przyzwyczaił się do tego, że ludzie próbowali obalać każde jego słowo. Testowali go, uderzali pod różnymi kątami, szukali słabych punktów. Jedno zdanie mogło wykoleić pierwotną rozmowę, zmieniając ją w coś bardziej skomplikowanego. Cisza Sama wiele upraszczała, ale dla Erika stanowiła poniekąd wyzwanie. Co musiał zrobić, aby głos Samuela zdominował konwersację?
— Co takiego miałbym sły... — odezwał się zdziwiony, wyrwany ze swoich przemyśleń. Nawet nie zdołał dokończyć.
Zamrugał zaskoczony, gdy Sam rzucił się w stronę brzegu, zostawiając na piasku bagaże. Otworzył szerzej usta, wybałuszając oczy na widok mężczyzny przemieniającego się w niedźwiedzia. Widział wprawdzie parę razy Mavelle, kiedy zmieniała się w wilka, jednak w porównaniu do niej ten zwierz wydawał się dużo bardziej majestatyczny. Pewnie przez swoje rozmiary. Poczuł lekki ścisk w żołądku na ten widok, jakby coś próbowało wywrócić go na drugą stronę. Może jego wilkołacza natura się buntowała? Lub czuła... Rywala?
To by wiele wyjaśniało. Bądź co bądź, w czasie pełni Erik nie miał zbyt wielu okazji do tego, aby buszować po lesie, nie mówiąc już o tym, żeby polować czy spotykać dzikie zwierzęta. Noce spędzał od lat w swojej kryjówce, a od niej większość zwierzyny trzymała się z daleka. Może podświadomość myliła animaga z prawdziwym niedźwiedziem? Erik wziął głęboki oddech, ruszając powoli za swym kompanem. Na pewno nie miał zamiaru stracić kontroli na rzecz stwora czającego się pod jego skórą, który był uśpiony przez większość miesiąca. Za nic w świecie.
— Kompletny brak kontroli! — zawołał, aby zaraz zacmokać, udając dezaprobatę. Zostawił wędki na brzegu obok torby Sama, po czym ściągnął buty, skarpetki i wszedł do wody. — Niedźwiedź widzi trochę wody i od razu biegnie do przodu... Nie patrzy! — Wszedł głębiej, nie spuszczając wzroku z Sama. — Po prostu jak dziecko, które lata za kolorową piłką. A niby takie wielki, groźny zwierz. Król głuszy. — Zrobił jeszcze kilka kroków, jednak w końcu zatrzymał się, wsuwając nonszalancko dłonie do kieszeni. Jeszcze chwila a zamoczyłby szorty. — Ty jesteś misiek, a nie niedźwiedź, ot co. Tylko baryłkę miodu ci podsunąć.
Pokręcił głową z uśmiechem. Nie wiedział, co go podkusiło. Jakie to znaki można było znaleźć w ogrodach zoologicznych i niektórych parkach narodowych? ''Nie drażnić zwierząt"? Ojej. Ojej.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞