06.03.2024, 10:26 ✶
– Wartości prezentów nie mierzy się w tym, ile kosztowały – westchnęła Brenna, ale w głębi serca trochę zaczynała rozumieć, dlaczego dla niektórych to był problem. Była już na tyle „dorosła”, by pojmować pewne prawidłowości – między innymi tę, że sama mogła mieć bardzo nonszalancki stosunek do pieniędzy, bo po prostu miała ich całe garście. Dostawała większe kieszonkowe niż większość jej znajomych, kupowano jej wszystko, czego tylko zapragnęła i czego wcale nie chciała, a gdy skończyła siedemnaście lat, nagle stała się bogata: bo uzyskała dostęp do skrytki, do której rodzice wpłacili sporo galeonów już wiele lat temu, i do której później popłynął strumień spadku po dziadku Potterze.
– Moi rodzice mają w sierpniu rocznicę ślubu – powiedziała, wsuwając dłonie do kieszeni. – Mama lubi kwiaty. Pomyślałam, że zdobędziesz mi dla nich kwiatki, które rosną tylko w Kniei, a ja je od ciebie odkupię. Jeśli chcesz kupić za te pieniądze coś Norze tutaj, mogę ci właściwie dać je już teraz – stwierdziła, obserwując Samuela.
Czuła się prawie winna.
To była manipulacja i to ta z bardziej oczywistych – zwykle Brenna była w nich nieco subtelniejsza. Ale i… Sam był trochę naiwny i nie była pewna, czy w ogóle przejrzy podstęp. Ale przykro było patrzeć na gorycz, z jaką patrzył na te pojedyncze drobniaki na swojej dłoni. Najchętniej wyciągnęłaby po prostu z kieszeni garść sykli i wrzuciła mu je w rękę, ale nie czułby się dobrze z takim prezentem.
– Och – mruknęła, czując się teraz już nie tylko winna, ale i trochę głupio, kiedy Samuel wyjaśnił, że chodziło mu o całowanie. Do licha. I co ona miała mu na to odpowiedzieć? Zwłaszcza, że faktycznie nie będą się widzieli znowu przez całe tygodnie… – Dlaczego ziemia miałaby po ciebie przyjść? – spytała, głównie żeby zagrać na czas. – Myślę Sam, że hm, jeśli Nora faktycznie cię lubi, to by chciała. I że… eee… to nic złego – wybrnęła w końcu. Naprawdę wybrał marną osobę do pytania o rady, zważywszy na to, że może i miała siedemnaście lat, ale akurat ona nigdy nikogo nie całowała.
– Moi rodzice mają w sierpniu rocznicę ślubu – powiedziała, wsuwając dłonie do kieszeni. – Mama lubi kwiaty. Pomyślałam, że zdobędziesz mi dla nich kwiatki, które rosną tylko w Kniei, a ja je od ciebie odkupię. Jeśli chcesz kupić za te pieniądze coś Norze tutaj, mogę ci właściwie dać je już teraz – stwierdziła, obserwując Samuela.
Czuła się prawie winna.
To była manipulacja i to ta z bardziej oczywistych – zwykle Brenna była w nich nieco subtelniejsza. Ale i… Sam był trochę naiwny i nie była pewna, czy w ogóle przejrzy podstęp. Ale przykro było patrzeć na gorycz, z jaką patrzył na te pojedyncze drobniaki na swojej dłoni. Najchętniej wyciągnęłaby po prostu z kieszeni garść sykli i wrzuciła mu je w rękę, ale nie czułby się dobrze z takim prezentem.
– Och – mruknęła, czując się teraz już nie tylko winna, ale i trochę głupio, kiedy Samuel wyjaśnił, że chodziło mu o całowanie. Do licha. I co ona miała mu na to odpowiedzieć? Zwłaszcza, że faktycznie nie będą się widzieli znowu przez całe tygodnie… – Dlaczego ziemia miałaby po ciebie przyjść? – spytała, głównie żeby zagrać na czas. – Myślę Sam, że hm, jeśli Nora faktycznie cię lubi, to by chciała. I że… eee… to nic złego – wybrnęła w końcu. Naprawdę wybrał marną osobę do pytania o rady, zważywszy na to, że może i miała siedemnaście lat, ale akurat ona nigdy nikogo nie całowała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.