10.12.2022, 02:25 ✶
Początkowo nie zwracała uwagi na Patricka, a przynajmniej nie w pełni; owszem, zdawała sobie sprawę z jego obecności, bliskości, niemniej pochłaniany tort stanowił doskonały rozpraszacz uwagi. Stąd też pewne niuanse po prostu umknęły, chowając się gdzieś pomiędzy spojrzeniami.
Ale tego nie dało się nie zauważyć, nie było jak. W końcu gest ten był niczym oberwanie cegłą prosto w czoło – zamarła na krótką chwilę, wbijając w mężczyznę spojrzenie. Może odrobinę zdziwione, ale też kryło się w nim swego rodzaju rozbawienie i jakby… namysł?
Jakby sobie coś nagle uświadomiła i mało tego, nie odepchnęła tego odkrycia, tylko zaczęła go całkiem poważnie rozważać. Choć „rozważanie” to raczej złe określenie; znali się już parę dobrych lat, Patricka bardzo lubiła i to nie tak, że nie dopuszczała do siebie żadnych myśli, które wykraczałyby poza dość prostą, przyjacielską, relację. Było wręcz przeciwnie, a ostatni splot wydarzeń w prywatnym życiu w zasadzie uchylił te konkretne drzwi. Zaś właśnie wykonany gest – powiększył szczelinę między nimi a framugą.
Tak że nie nijak nie uciekała, tylko promiennie się uśmiechnęła. Nie zwróciła uwagi – a może tylko udawała, że tego nie zrobiła; w końcu raczej dość trudno przeoczyć nienaruszony kawałek ciasta – na fakt, iż porcja mężczyzny pozostała nietknięta.
Nie wiedział, co tracił.
- Obiecałam – potwierdziła, nie planując uciekać się do żadnych wykrętów; słowo się rzekło, kobyłka u płota. Ale to nawet nie tak, że chciała uniknąć tańca – teraz w tej pozornie niewinnej czynności dostrzegała inny, dodatkowy wymiar. I tak, zamierzała to zbadać na tyle, na ile to było możliwe.
- Możemy zacząć od balkonu – uznała, ujmując mężczyznę pod rękę, tak jak na początku ich dzisiejszego spotkania, kierując kroki z powrotem na zewnątrz. Słowo-klucz: zacząć. Co miało nastąpić później? Tego przyszło im się dopiero dowiedzieć. Powolny taniec, przemieszany z paroma gorącymi przeprosinami, gdy nieopatrznie stanęła na palcach Patricka.
Pytanie zadane przyciszonym tonem.
I w końcu… wymknęli się z posiadłości, by rozpłynąć się w mroku nocy.
Ale tego nie dało się nie zauważyć, nie było jak. W końcu gest ten był niczym oberwanie cegłą prosto w czoło – zamarła na krótką chwilę, wbijając w mężczyznę spojrzenie. Może odrobinę zdziwione, ale też kryło się w nim swego rodzaju rozbawienie i jakby… namysł?
Jakby sobie coś nagle uświadomiła i mało tego, nie odepchnęła tego odkrycia, tylko zaczęła go całkiem poważnie rozważać. Choć „rozważanie” to raczej złe określenie; znali się już parę dobrych lat, Patricka bardzo lubiła i to nie tak, że nie dopuszczała do siebie żadnych myśli, które wykraczałyby poza dość prostą, przyjacielską, relację. Było wręcz przeciwnie, a ostatni splot wydarzeń w prywatnym życiu w zasadzie uchylił te konkretne drzwi. Zaś właśnie wykonany gest – powiększył szczelinę między nimi a framugą.
Tak że nie nijak nie uciekała, tylko promiennie się uśmiechnęła. Nie zwróciła uwagi – a może tylko udawała, że tego nie zrobiła; w końcu raczej dość trudno przeoczyć nienaruszony kawałek ciasta – na fakt, iż porcja mężczyzny pozostała nietknięta.
Nie wiedział, co tracił.
- Obiecałam – potwierdziła, nie planując uciekać się do żadnych wykrętów; słowo się rzekło, kobyłka u płota. Ale to nawet nie tak, że chciała uniknąć tańca – teraz w tej pozornie niewinnej czynności dostrzegała inny, dodatkowy wymiar. I tak, zamierzała to zbadać na tyle, na ile to było możliwe.
- Możemy zacząć od balkonu – uznała, ujmując mężczyznę pod rękę, tak jak na początku ich dzisiejszego spotkania, kierując kroki z powrotem na zewnątrz. Słowo-klucz: zacząć. Co miało nastąpić później? Tego przyszło im się dopiero dowiedzieć. Powolny taniec, przemieszany z paroma gorącymi przeprosinami, gdy nieopatrznie stanęła na palcach Patricka.
Pytanie zadane przyciszonym tonem.
I w końcu… wymknęli się z posiadłości, by rozpłynąć się w mroku nocy.
Postacie opuszczają sesję