06.03.2024, 14:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 14:19 przez Samuel McGonagall.)
Niedźwiedź zastygł w bezruchu wraz z pierwszymi słowami towarzysza, o którym kompletnie zdało się zapomniał. Woda choć głęboka, kompletnie nie przesłaniała mu całego cielska, zdecydowanie "miał grunt" w tym miejscu, w którym stanął i skupił spojrzenie swojego łba na mężczyźnie zdejmującym buty i rugającym go bezczelnie. Przekrzywił ów łeb, jakby w zaciekawieniu, para tak ciemnobrązowych, że aż czarnych oczu wydawała się bardzo odległa od przejrzystego, lodowatego wręcz błękitu właściciela, który gdzieś tam pod tym futrem przecież się znajdował.
Im Erik był bliżej wody, tym Samuel był dalej od niej, niespiesznie i w ciszy zmierzając do niego tak, że stanęli na równi, w tej samej odległości od brzegu - to jest bardzo niedalekiej.
Król Kniei wyglądał obecnie jak zmokła kura. Bardzo przerośnięta, ale wciąż... Tylko głowa była puchata (i to też nie wszędzie), a cała reszta futra, ciemniejsza i ociekająca obecnie, przylegała do wielkiego, ale wcale nie aż tak masywnego ciała. Misio pochylił głowę, trochę po psiemu, teraz jeszcze człowiek górował nad nim, choć umówmy się, gdyby stanął na tylnych łapach, z powodzeniem mógłby położyć mężczyznę samym swoim impetem opadania na niego. Mógłby na Erika spojrzeć z góry — nieczęsta sytuacja dla obojga. Tymczasem pochylał się, szorując niemal nosem po linii wody, z jego wnętrza dobył się urywany pomruk kornego przepraszania.
Poniekąd.
Bo gdy tylko Erik skończył mówić, skłoniony łeb odwinął się ku niemu i momentalnie dziedzic poczuł pchnięcie w plecy w stronę jeziora. Dwa kroki w bok, i już niedźwiedź stał tuż za nim, zdecydowanie wilgotniejszy kłąb napierał na niego nienachalnie, ale bardzo uparcie w stronę wody. Mokre szorty? Teraz właściwie cały tył dziedzica był wilgotny, intensywnie pachnący sierścią. Zapasy z niedźwiedziem? Któż o tym nie marzył, jako ostatecznym teście własnej krzepy. A jeszcze z gwarancją, że żelazne szczęki bestii nie zacisną się na gardle? Co prawda nie takie mieli plany na to popołudnie, wciąż jednak Sam kusił co chwila zadzierając łeb, trącając chłodnym nosem, wodząc na pokuszenie. "Konkurent" najwidoczniej rzeczywiście chciał się z nim sprawdzić, choć raczej nie chodziło o dominację w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Zresztą, w ich przypadku kilka już spraw wcześniej wymykało się zastanym definicjom.
Im Erik był bliżej wody, tym Samuel był dalej od niej, niespiesznie i w ciszy zmierzając do niego tak, że stanęli na równi, w tej samej odległości od brzegu - to jest bardzo niedalekiej.
Król Kniei wyglądał obecnie jak zmokła kura. Bardzo przerośnięta, ale wciąż... Tylko głowa była puchata (i to też nie wszędzie), a cała reszta futra, ciemniejsza i ociekająca obecnie, przylegała do wielkiego, ale wcale nie aż tak masywnego ciała. Misio pochylił głowę, trochę po psiemu, teraz jeszcze człowiek górował nad nim, choć umówmy się, gdyby stanął na tylnych łapach, z powodzeniem mógłby położyć mężczyznę samym swoim impetem opadania na niego. Mógłby na Erika spojrzeć z góry — nieczęsta sytuacja dla obojga. Tymczasem pochylał się, szorując niemal nosem po linii wody, z jego wnętrza dobył się urywany pomruk kornego przepraszania.
Poniekąd.
Bo gdy tylko Erik skończył mówić, skłoniony łeb odwinął się ku niemu i momentalnie dziedzic poczuł pchnięcie w plecy w stronę jeziora. Dwa kroki w bok, i już niedźwiedź stał tuż za nim, zdecydowanie wilgotniejszy kłąb napierał na niego nienachalnie, ale bardzo uparcie w stronę wody. Mokre szorty? Teraz właściwie cały tył dziedzica był wilgotny, intensywnie pachnący sierścią. Zapasy z niedźwiedziem? Któż o tym nie marzył, jako ostatecznym teście własnej krzepy. A jeszcze z gwarancją, że żelazne szczęki bestii nie zacisną się na gardle? Co prawda nie takie mieli plany na to popołudnie, wciąż jednak Sam kusił co chwila zadzierając łeb, trącając chłodnym nosem, wodząc na pokuszenie. "Konkurent" najwidoczniej rzeczywiście chciał się z nim sprawdzić, choć raczej nie chodziło o dominację w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Zresztą, w ich przypadku kilka już spraw wcześniej wymykało się zastanym definicjom.