Nie wyszło mu, ale Brenna była cała. Wszyscy póki co byli cali. Dopiero rozkaz Morpheusa przywrócił go do rzeczywistości. Skinął jedynie głową i podszedł do dziewczyn, aby pomóc Heather podnieść Brenne. Złapał ją na ręce, lekko ją przy tym podrzucił, aby ułożyć ją sobie w ramionach. Wyglądała paskudnie, ale nie chciał jej teraz, aż tak pocieszać, więc tylko uśmiechnął się pod nosem czując ulgę, że była żywa.
– Nic nie mów, nie marudź, złap się tylko mocno – mruknął do niej, a potem ruszył za Longbottomem w stronę tunelu. Szedł w miarę jak najszybciej, aby te trupy, które został tam unieruchomione miały jak najmniej czasu na złapanie ich. Nie oglądał się za siebie, ale nasłuchiwał, czy każdy z tyłu niego dreptał. Trzymał Brenne dosyć mocno i ignorował fakt, że była ranna. – Paskudo, mam w kieszeni eliksir od Dory, dasz radę go wyjąć i wypić? – sam miał ręce dosyć mocno zajęte, więc nie miał szansy go jej podać, a wiedział, że jak dziewczyna go wypije to będzie czuła się lepiej. Nie chciał też, aby zemdlała, więc starał się do niej gadać. Póki miała otwarte oczy nic nie mogło pójść źle.