Jakoś Renigald wątpił w takie możliwości klienta, jaki przed chwilą opuścił sklep, żeby dopuścił się do naruszania granicy bezpieczeństwa jednego z nich, albo ich obu, lub doprowadzenia sklepu do ruiny. W najgorszym wypadku, może to zrobić, sprowadzając ze sobą ludzi. Albo i swoich ziomków w służbach prawa. Czy byli na to gotowy? W niefortunnym miejscu zakupili lokal, że teraz będą częściej prosić się o problemy.
Trelawney nie wyglądał w ogóle na przejętego, jakimkolwiek tematem i zajściem w tym miejscu. O ile wcześniej męczył się z klientem, tak teraz po nim wszystko spłynęło i ciągle miał ten dziwny zaciesz na twarzy.
Nie no kurde, kręcił jak karuzela. Raz, że Penny wyszła przed chwilą, a teraz że może jeszcze wcześniej. Malfoy westchnął, widząc że nie dogada się z nim w taki sposób. On potrzebował Penny tu i teraz. Gdzie ją wywiało?
Zauważył, że kolegę wciąż cała chyba wcześniejsza sytuacja bawiła. Albo to, że Ruda coś odwaliła. Bo on sam nie był dzisiaj w nastroju do żartów. A bardzo by chciał, że te zaręczyny były jednym przeogromnym żartem.
- To nie jest śmieszne.Zapierał się tym, czując rosnącą irytację zachowania Terry’ego. I jeszcze mu wypomniał jego słowa odnośnie kultury. Renigald opuścił ręce i przeszedł się po pomieszczeniu. Nieco nerwowo. Zaraz to on będzie tym upierdliwym gościem w sklepie.
- Zamknij się.
Spojrzał na niego wkurzony, kiedy wypomniał mu o kulturze. Tak, wiedział że lubili go drażnić. Że wzajemnie lubili sobie docinać. Mówić przepiękne złośliwości, w ten sposób budując swoje lubię, nie lubię.
Był już tak tym zrezygnowany, że olał już sprawę z tym upierdliwym klientem. Przetarł twarz i podszedł do okna. Znów układając dłonie na bokach bioder. Pochylił głowę i myślał intensywnie. Nie chciał problemu poruszać z Terrym. Nie był to jego problem.
- Mówiła Ci coś o... wczoraj?Zapytał tak ni stąd ni zowąd. Odwracając opanowany już w miarę możliwości wyraz twarzy, nie wkurzając się tak jak chwilę wcześniej. Chciał wiedzieć, czy o czymkolwiek z nim rozmawiała. Co odwaliła wczoraj. Gdzie była?