Jonathan miał niezły helikopter w głowie. Był zadowolony z tego, co się stało. Z tego, że zdobył się na taką odwagę. Z tego, że Geraldine się zgodziła. Z tego, że nie czuł się po tym dziwnie. Przynajmniej na razie.
Odpowiedzi Yaxley się nie spodziewał. Wiedział, jak ważni są dla niej, ale wyrażenie tego w słowach było czymś wielkim. Zdawał sobie sprawę z platoniczności jej uczuć, w końcu mówiła też o Giovannim, ale nadinterpretował słowa ukochanej w najlepszym dla siebie znaczeniu.
Nie zdawał sobie sprawy, jak głupkowaty wyraz twarzy miał teraz. Był jakby rozmarzony, trochę uśmiechnięty, a może nawet rozbawiony. Zdecydowanie nie w pełni kontaktu z otaczającym go światem. Już nie musiał pić. Nie musiał też jeść. Nie musiał nic innego, bo chciał tylko... sam nie wiedział co.
— Bardzo dobrze — odpowiedział, żeby odpowiedzieć. Następnie znów się przysunął i spróbował ją pocałować jeszcze raz. Tym razem dłużej. Geraldine mogła czuć jego niepewność. Jonathan często przechwalał się swoimi podbojami, chociaż przyjaciółce kilka razy przyznał się, że to tylko kłamstwa. Ciężko było uwierzyć, aby ktoś taki jak Jo nie miał żadnego doświadczenia z kobietami, ale jego pocałunki sugerowały, że być może faktycznie tak było.