06.03.2024, 19:00 ✶
Zapach herbaty i ciasta został całkowicie zduszony jego perfumami, jego potem, goframi, gdy w chłodny, letni wieczór ogrzewał jego plecy. Chciał go mieć tak przy sobie na zawsze, naprawdę chciał, tak mocno, że zjadało go to od środka pozostawiając coraz większą pustkę, gdy umysł zaczynał rozumieć, że nigdy do tego nie dojdzie. Miał brać co daje albo zniknąć. Nie było innej opcji, a każda z dostępnych zostawiała go ze łzami w oczach i podartą na strzępy duszą. Nie teraz, nie gdy on jest obok i może zobaczyć, jak bardzo go rani. Zgodził się na ten układ, ale czy miał wybór?
Jedno słowo wywołało dreszcze. Co by było gdyby mężczyzna wypowiedział całe zdanie? Zaskoczone, głośne jęknięcie wydobyło się w jego ust, gdy poczuł zęby na szyi. Przygryzł wargę, chcąc powstrzymać wszelakie odgłosy i jedynie zafalował w jego ramionach, gdy ciało prosiło o więcej.
Mocny chwyt na włosach, objęcie w pasie. Nacisnął mocniej na krawędź spodni, a później przyszedł blat, ściana, stół, rozlana herbata, łyżeczka na ziemi. Chaotyczne kroki walki w objęciach i dotyku. Tęskne wspomnienia i jęki ukryte w pocałunkach. Nic nie miało znaczenia, ból, przyjemność. Priorytety uległy zmianie i teraz liczyła się tylko satysfakcja mężczyzny, którą ten chciał osiągnąć w inny niż normalnie sposób pozostawiając za sobą górę niedosytu, który już w kalendarzu szukał dnia kolejnego spotkania.
Znów chłód za plecami, mocny dotyk i pewność tego co chcieli. Stłumiony oddech i czerwone ślady po paznokciach na ramionach i ręce. Rozpalone ciała w najprostszy znany sposób przezywały tę samą przyjemność, gdy przestrzeń kuchni przepełnia się coraz bardziej ich gorącem i chaotycznym dyszeniem odrzucając ideę pór roku tak nieistotnych dla tego rodzaju zacieśniania... przyjaźni.
Odetchnął swobodnie i głęboko, opierając się o niego policzkiem, obejmując palcami za kark, masując go. Druga ręka zsunęła się po jego ramieniu do nadgarstka. Przyciągnął do ust dłoń splamionej śladami ich wspólnego przeżycia. Pogładził ją, przesunął po niej językiem, objął wargami, ucałował.
-Zapakuję ci trochę ciasta na drogę.-wyszeptał, nie odganiając go, dając się opierać o siebie tyle ile potrzebował, bo i sam nie miał zbytnio siły w nogach się ruszać, dlatego też wychwalał w myślach ścianę za swoimi plecami.
Jedno słowo wywołało dreszcze. Co by było gdyby mężczyzna wypowiedział całe zdanie? Zaskoczone, głośne jęknięcie wydobyło się w jego ust, gdy poczuł zęby na szyi. Przygryzł wargę, chcąc powstrzymać wszelakie odgłosy i jedynie zafalował w jego ramionach, gdy ciało prosiło o więcej.
Mocny chwyt na włosach, objęcie w pasie. Nacisnął mocniej na krawędź spodni, a później przyszedł blat, ściana, stół, rozlana herbata, łyżeczka na ziemi. Chaotyczne kroki walki w objęciach i dotyku. Tęskne wspomnienia i jęki ukryte w pocałunkach. Nic nie miało znaczenia, ból, przyjemność. Priorytety uległy zmianie i teraz liczyła się tylko satysfakcja mężczyzny, którą ten chciał osiągnąć w inny niż normalnie sposób pozostawiając za sobą górę niedosytu, który już w kalendarzu szukał dnia kolejnego spotkania.
Znów chłód za plecami, mocny dotyk i pewność tego co chcieli. Stłumiony oddech i czerwone ślady po paznokciach na ramionach i ręce. Rozpalone ciała w najprostszy znany sposób przezywały tę samą przyjemność, gdy przestrzeń kuchni przepełnia się coraz bardziej ich gorącem i chaotycznym dyszeniem odrzucając ideę pór roku tak nieistotnych dla tego rodzaju zacieśniania... przyjaźni.
Odetchnął swobodnie i głęboko, opierając się o niego policzkiem, obejmując palcami za kark, masując go. Druga ręka zsunęła się po jego ramieniu do nadgarstka. Przyciągnął do ust dłoń splamionej śladami ich wspólnego przeżycia. Pogładził ją, przesunął po niej językiem, objął wargami, ucałował.
-Zapakuję ci trochę ciasta na drogę.-wyszeptał, nie odganiając go, dając się opierać o siebie tyle ile potrzebował, bo i sam nie miał zbytnio siły w nogach się ruszać, dlatego też wychwalał w myślach ścianę za swoimi plecami.