06.03.2024, 19:14 ✶
Nic jej nie odpowiedział, a tylko wsłuchiwał się w poszum jej słów, tak jak słucha się szczebiotu ptaków. Nie szukał w jej mowie ani sensu, równie dobrze mogła mu sprzedać całe swoje drzewo genealogiczne i opowieści z babki prababki, bo... było to po prostu dobre urozmaicenie do roboty. Lubił tembr jej głosu. Lubił świadomość, że może być w okolicy kogoś podobnego do niego samego.
Dlatego żął polne kwiaty, nie przykładając za bardzo uwagi do wzmianki o tym jak prędko rosną. Jeszcze nie wydało mu się to niczym dziwnym, może z lekkim lekceważeniem podszedł do opinii dziewczęcia w tej materii. Dopiero, gdy zaczęła napierać, aby powiedział jej nazwisko, mimo kilkukrotnego pokiwania głową na znak, że to nie jest zbyt dobry pomysł, dopiero wtedy wyprostował się i wierzchem dłoni odgarnął przyklejone kosmyki włosów ze swojego spoconego czoła. Przy okazji rozsmarował sobie trochę czarnej ziemi po tym czole, ale prawda jest taka, że czysty wieczorem po zejściu z pola jest ten co nic nie zrobił.
– Podziękuję, imię Twojej gęsi w zupełności mi wystarczy. – był nawet lekko rozbawiony, chociaż szarpanie się z chwastami do najprzyjemniejszych nie należało. Zmachał się trochę, a z drugiej strony kilka machnięć i już cały wiecheć, którym ciężarna będzie mogła napełniać sobie brzuch przez cały dzień.
– Może następnym razem mm... jak się spotkamy i uda mi się powiedzieć to nazwisko, to dasz mi coś w zamian hmm? Jakiś sekret? – zaproponował unosząc jedną z brwi zawadiacko. – Opowieść, o której nawet Lysander nie wie. – doprecyzował. – A będzie okazja, bo spróbuję Ci te jabłka załatwić kózko. I nawet pomogę przy cydrze bo och, wieki nie piłem dobrego cydru, a tu w Dolinie... zdecydowanie nie jest on godny polecenia. Ale samoróbka! Ja u siebie nie mam miejsca – skrzętnie nie wspomniał, że śpi w szopie przemieniony w ptaka, ot nikomu niepotrzebna wiedza – Ale Ty Lysa urobisz, wiem że Tobie nie odmówi hmm?
Dlatego żął polne kwiaty, nie przykładając za bardzo uwagi do wzmianki o tym jak prędko rosną. Jeszcze nie wydało mu się to niczym dziwnym, może z lekkim lekceważeniem podszedł do opinii dziewczęcia w tej materii. Dopiero, gdy zaczęła napierać, aby powiedział jej nazwisko, mimo kilkukrotnego pokiwania głową na znak, że to nie jest zbyt dobry pomysł, dopiero wtedy wyprostował się i wierzchem dłoni odgarnął przyklejone kosmyki włosów ze swojego spoconego czoła. Przy okazji rozsmarował sobie trochę czarnej ziemi po tym czole, ale prawda jest taka, że czysty wieczorem po zejściu z pola jest ten co nic nie zrobił.
– Podziękuję, imię Twojej gęsi w zupełności mi wystarczy. – był nawet lekko rozbawiony, chociaż szarpanie się z chwastami do najprzyjemniejszych nie należało. Zmachał się trochę, a z drugiej strony kilka machnięć i już cały wiecheć, którym ciężarna będzie mogła napełniać sobie brzuch przez cały dzień.
– Może następnym razem mm... jak się spotkamy i uda mi się powiedzieć to nazwisko, to dasz mi coś w zamian hmm? Jakiś sekret? – zaproponował unosząc jedną z brwi zawadiacko. – Opowieść, o której nawet Lysander nie wie. – doprecyzował. – A będzie okazja, bo spróbuję Ci te jabłka załatwić kózko. I nawet pomogę przy cydrze bo och, wieki nie piłem dobrego cydru, a tu w Dolinie... zdecydowanie nie jest on godny polecenia. Ale samoróbka! Ja u siebie nie mam miejsca – skrzętnie nie wspomniał, że śpi w szopie przemieniony w ptaka, ot nikomu niepotrzebna wiedza – Ale Ty Lysa urobisz, wiem że Tobie nie odmówi hmm?