Chociaż ładnie prosiłam, Samuel nie dał się przekonać. A szkoda. Byłam pewna, że chociaż spróbuje. Nie wydawał się być osobą wstydzącą się robienia czegoś nowego.
Roześmiałam się na wspomnienie Krzysztofika.
— Masz rację, zupełnie zapomniałam, że z jego imieniem próbowałeś. Niestety za późno zdałam sobie sprawę ze swojego błędu przy nazwaniu go tak, ale niestety uparty ptak nie chciał reagować na nic innego... A wcześniej imienia nawet nie miał. Po prosty był gęsią i tyle.
Samuel jednak nie zrezygnował zupełnie ze spełnienia mojej prośby. Bardzo podobała mi się jego propozycja, tylko że...
— Ojej, ale ja nie wiem, czy mam jakikolwiek sekret... A co do tego, o czym Lysander nie słyszał, to jest tego cała masa. Bo, widzisz, my się dopiero poznaliśmy tej wiosny, jak tu przyjechałam... — Zaśmiałam się krótko. — Ale tak, na pewno tutaj się znajdzie jakieś miejsce. Lysander nie miałby nic przeciwko, nawet bez mojej ingerencji. Z tego co wiem, to, hm... nie jest jakimś przeciwnikiem alkoholu.
Uśmiechnęłam się niezręcznie. Mam nadzieję, że nie zabrzmiało to niemiło o Arielu. Mogłam powiedzieć: "Lysander lubi alkohol", ale to by było jeszcze gorsze. Przecież nie był jakimś pijakiem. Po prostu czasem pił. A może tylko wyolbrzymiam przez to, że tą straszną noc po Beltane musiałam być sama w domu, podczas gdy on, biedny, spał upity w rowie...
— No dobrze, to na robienie cydru możemy się umówić tak czy inaczej, a co do historyjki lub sekretu... To będę musiała się zastanowić. Masz może jakieś preferencje? Coś z czasów szkolnych? Coś z pobytu już tutaj?
Przy okazji czas wrócić do pracy. Zmieniłam trochę pozycję, wciąż będąc zanurzoną w trawie. Chwyciłam różdżkę, wymierzyłam i oddałam zaklęcie, które skosiło strumień trawy na metr ode mnie na wysokości różdżki. Przesunęłam się na bok i skosiłam kolejny pas, a potem kolejny i następny.