06.03.2024, 19:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2024, 19:56 przez Brenna Longbottom.)
To nie tak, że chciała wykorzystać Sama. Brenna jeszcze nie umiała wykorzystywać ludzi - manipulowania w tym celu miała dopiero się nauczyć. I właściwie jej matka naprawdę lubiła kwiaty, Longbottom więc szczerze zamierzała ten przyniesiony bukiet rodzicom podarować. Manipulacja tkwiła w tym, że tak naprawdę go nie potrzebowała. Ale kiedy masz bardzo dużo pieniędzy, potrzebujesz bardziej ludzi niż rzeczy materialnych, a Sam był jej przyjacielem i nie chciała, żeby stał z nieszczęśliwą miną, zapatrzony w garść drobniaków.
- Pewnie. Tylko bardzo proszę, nie zrywaj ich w miejscach, w których mogłoby ci coś grozić, dobrze? - poprosiła. McGongall dzięki znajomości Kniei i swojej ptasiej postaci mógł zawędrować do miejsc, które omijali nawet najbardziej uzdolnieni czarodzieje, ale były zakątki, których i on nie powinien odwiedzać. - Wolisz funty czy sykle? - spytała, wsuwając dłoń do kieszeni, by wydobyć portfel, gotowa wcisnąć w rękę Samuela banknot albo kilka srebrnych monet.
Kiedy McGongall wspomniał, że ma "taką chorobę" obserwowała go po prostu przez chwilę. Nie była najbardziej wprawioną w sprawach klątw osobą - wiedziała co nieco, bo niekiedy Castiel plótł coś o klątwach, ale tak naprawdę nie wszystko rozumiała. Spontaniczny wzrost groźnych roślin? Nie miała pojęcia, o czym mówi Samuel: chociaż natychmiast postanowiła, że to sprawdzi i przetrząśnie tego wieczora książki w bibliotece w Warowni, w poszukiwaniu jakichś wskazówek.
Nie przestraszyła się. Nie mogła, bo była dziewczyną żyjącą w świecie, w którym z jednej strony niewiele było strachu, bezpiecznym w ochronie rodziny, z drugiej była kimś, komu od dziecka towarzyszyły wspomnienia umarłych. Nie potrafiła jeszcze po prostu przyjąć do wiadomości, że ta przypadłość Sama mogłaby być dla niej zagrożeniem. Nie wydawała się więc ani trochę chętna do ucieczki w przerażeniu.
- W takim wypadku bardzo uważaj przy Norze, kwiatki lubi, ale jak to mają być takie nieprzyjazne, to lepiej, żeby jej nie zaatakowały - poinstruowała po prostu, jak gdyby nigdy nic. Bo sama nie umiała przestraszyć się paru roślinek, nieświadoma, jak bardzo niebezpieczna była moc Samuela, ale Nora była dziewczynką, którą w opinii Brenny należało chronić.
- Pewnie. Tylko bardzo proszę, nie zrywaj ich w miejscach, w których mogłoby ci coś grozić, dobrze? - poprosiła. McGongall dzięki znajomości Kniei i swojej ptasiej postaci mógł zawędrować do miejsc, które omijali nawet najbardziej uzdolnieni czarodzieje, ale były zakątki, których i on nie powinien odwiedzać. - Wolisz funty czy sykle? - spytała, wsuwając dłoń do kieszeni, by wydobyć portfel, gotowa wcisnąć w rękę Samuela banknot albo kilka srebrnych monet.
Kiedy McGongall wspomniał, że ma "taką chorobę" obserwowała go po prostu przez chwilę. Nie była najbardziej wprawioną w sprawach klątw osobą - wiedziała co nieco, bo niekiedy Castiel plótł coś o klątwach, ale tak naprawdę nie wszystko rozumiała. Spontaniczny wzrost groźnych roślin? Nie miała pojęcia, o czym mówi Samuel: chociaż natychmiast postanowiła, że to sprawdzi i przetrząśnie tego wieczora książki w bibliotece w Warowni, w poszukiwaniu jakichś wskazówek.
Nie przestraszyła się. Nie mogła, bo była dziewczyną żyjącą w świecie, w którym z jednej strony niewiele było strachu, bezpiecznym w ochronie rodziny, z drugiej była kimś, komu od dziecka towarzyszyły wspomnienia umarłych. Nie potrafiła jeszcze po prostu przyjąć do wiadomości, że ta przypadłość Sama mogłaby być dla niej zagrożeniem. Nie wydawała się więc ani trochę chętna do ucieczki w przerażeniu.
- W takim wypadku bardzo uważaj przy Norze, kwiatki lubi, ale jak to mają być takie nieprzyjazne, to lepiej, żeby jej nie zaatakowały - poinstruowała po prostu, jak gdyby nigdy nic. Bo sama nie umiała przestraszyć się paru roślinek, nieświadoma, jak bardzo niebezpieczna była moc Samuela, ale Nora była dziewczynką, którą w opinii Brenny należało chronić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.