Tuż po odpowiedzi na jego pytanie sięgnęła po szklankę, która stała na stoliku. Upiła z niej niewielki łyk. Nie umiała się powstrzymać przed umoczeniem ust w alkoholu. Stało się, podjęła decyzję, której pewnie będzie żałowała. Nie był to jednak odpowiedni moment na myślenie o konsekwencjach.
W jej odpowiedzi nie było niczego nie naturalnego, w końcu byli od zawsze blisko niej, mało kto był dla niej taki ważny. Miłość w końcu miała wiele postaci. Spoglądała na niego z poczuciem winy, widziała, jak zareagował na to, co się między nimi wydarzyło, na jej słowa. Mydliła mu oczy, ale czy w tej chwili nie był szczęśliwy? To było chyba dość istotne.
Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy stwierdził, że to bardzo dobrze. Nie ukrywała przed nim też tego, że wspomniała o ich dwójce, więc miał świadomość, jak się sprawy mają. Nie oszukiwała go, ciągle uważała, że jedynie trochę nagina prawdę.
Wszystkie myśli uciekły, kiedy zbliżył się do niej ponownie. Nadal czuła niepewność, wiedziała, że Jo był bajkopisarzem, a te czyny tylko to potwierdzały. Zastanawiała się tylko, czy faktycznie była pierwszą, do której się tak bardzo zbliżył, czy będzie też pierwszą, która go zrani? Mimo tych wewnętrznych rozważań odwzajemniła jego pocałunek, starała się być bardzo delikatna, wbrew swoim przyzwyczajeniom. W końcu to był Jonathan, nie kolejny obcy typ z baru. Jej usta musiały smakować tą tanią whisky, którą przed chwilą wypiła. Nie towarzyszyły tej chwili motyle w brzuchu, było tylko chwilowe pragnienie poczucia się dla kogoś ważnym. Deficyt związany z tym w jaki sposób została wychowana. Nie przestawała go całować, jej pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, dawała się ponieść chwili.