Gerry po prostu bała się, że go zrani, szczególnie, że był taki niedoświadczony. Ona nie przywiązywała zbyt wielkiej wagi to takich rzeczy, zbyt wiele bowiem podobnych sytuacji się jej przydarzało. Tyle, że nigdy nie odważyła się zrobić czegoś podobnego z kimś na tyle bliskim. Bała się, że może to popsuć to, co dotychczas między sobą zbudowali, nie chciała go stracić przez jeden głupi wybryk.
Odsunęli się od siebie na chwilę, spoglądała na niego niepewnie, zastanawiając się, czy wszystko jest w porządku. Jego słowa spowodowały, że odetchnęła z ulgą. - Tylko na dzisiaj. Nie wrócimy do tego nigdy więcej. - Cieszyła się, że sobie to wyjaśnili. Naprawdę. Martwiło ją jedynie nieco to, o czym mówił wcześniej, ale nie był to czas, żeby się tym przejmować. - Żadnych kwiatów, żadnych wierszy, będzie jak wcześniej. - Łudziła się, że nic się między nimi nie zmieni.
Miała ochotę rzucić, żeby się w niej nie zakochiwał, ale przecież już jej o tym powiedział, na to było zbyt późno. Nie był to bowiem najlepszy okres w jej życiu, jakby kiedykolwiek była gotowa na to, aby związać się z kimś na stałe. Zazwyczaj uciekała przed odpowiedzialnością, znikała, traciła kontakt, tak było jej wygodniej.
- Nikomu nic nie powiem. - Chyba, że poczucie winy zeżre ją od środka, wtedy pewnie pójdzie do kogoś ze swoich przyjaciół, może do Florence, ona nigdy nie oceniała jej wyborów, ale była przy tym szczera i mówiła co myśli, przy niej pewnie wróciłby jej rozum.
- Skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy, to idziemy stąd? - Właściwie to nie miała pojęcia dokąd lepiej byłoby się udać. U niej mieszkał jej wampirzy brat i jego dziewczyna, chociaż nie powinni niczego zauważyć, Ger nieraz przyprowadzała kogoś na noc do domu.