06.03.2024, 21:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2024, 00:20 przez Erik Longbottom.)
Wchodząc do wody, nawet przez myśl mu nie przeszło, że zwierz mógł cokolwiek planować. Wydawał się tak zaaferowany dostępem do naturalnego kąpieliska, że w ogóle zdawał się nie zwracać na niego uwagi. Kiedy miałyby się więc zrodzić w nim złe intencje? Poza tym, jak dotąd Samuel odznaczał się nie lada uczciwością, a i z poczuciem sprawiedliwości raczej nie było u niego na bakier. Erik był pewien, że nie zrobiłby mu nic złego. Nawet jeśli prowokował go trochę, wytykając mu brak samokontroli i porównując do rozwydrzonego dzieciaka. To ta jego wiara w ludzi.
Gdy Książę Kniei zanurzył się w wodzie, stracił całą swoją majestatyczność. Wyglądał teraz jak mokra przytulanka, z futrem przyklejonym do ciała i strużkami wody spływającymi mu po pysku. Tylko małe uszka się odznaczały. Longbottom uśmiechnął się pod nosem, gdy Sam zbliżył się do niego. Zauważył, że nawet futro na jego łbie miało teraz kształt ludzkiej fryzury mężczyzny. Przypadek czy efekt zdolności animaga i tego, w jaki sposób magia przekształcała ludzką powłokę?
— Wybaczam ci — oświadczył wspaniałomyślnie na ubolewający pomruk. — Mam nadzieję, że się od tego nie przeziębisz. — Przekrzywił z zaciekawieniem głowę, co by nie zerwać kontaktu wzrokowego, gdy miś go minął. — Jak to w ogóle działa, co? Zmieniasz formę i dalej jesteś mokry? Będziesz miał zamoczone ciuchy, jeśli przemienisz się na lądzie?
Wiedział, jak skończyłoby się to w jego przypadku po transformacji w wilkołaka i z powrotem w człowieka, ale u animaga? Kompletne zero. Skierował wzrok ku głębi jeziora, chłonąc krajobraz, jak i towarzystwo dzikiej bestii tuż obok. Było coś uwalniającego w tym, jak blisko niedźwiedzia teraz się znajdował. Oczywiście wiedział, że pod futrem krył się człowiek, jednak czuł się, jakby ktoś podstawił mu pod nos kawałek pierwotnej głuszy, nietkniętej przez ludzkie wpływy. Zwykli śmiertelnicy raczej rzadko kiedy mieli okazję zobaczyć reprezentantów dziczy z tak bliskiej odległości. To był... zaszczyt.
Ale zaszczyt ten nie trwał długo, gdyż Sam zaczął trącać go po plecach. Z początku lekko, jakby po prostu go obwąchiwał, aż w końcu zaczął zdecydowanie napierać. Tego Erik się nie spodziewał, toteż poleciał do przodu, tracąc równowagę. Z trudem utrzymał się na nogach. Mimo to zruszona woda ochlapała mu spodenki, koszulę i opryskała nawet twarz. Obrócił się na pięcie. A więc to tak?
— Aha, taki z ciebie cwaniak? — rzucił przez ramię, podnosząc lekko głos. Jego stopy zaczęły pogrążać się grząskim, błotnistym dnie jeziora. Odruchowo spojrzał w dół, jednak zaraz wrócił wzrokiem do niedźwiedzia. — Toż to jak zdrada!
Złożył ręce na piersi, wbijając w miśka oburzony wzrok. Musiało to wyglądać dość komicznie, bo nogi Erika zapadały się coraz głębiej w mule, przez co różnica wzrostu między nim a Samuelem zaczęła się gwałtownie zacierać. I tylko się powiększała.
Gdy Książę Kniei zanurzył się w wodzie, stracił całą swoją majestatyczność. Wyglądał teraz jak mokra przytulanka, z futrem przyklejonym do ciała i strużkami wody spływającymi mu po pysku. Tylko małe uszka się odznaczały. Longbottom uśmiechnął się pod nosem, gdy Sam zbliżył się do niego. Zauważył, że nawet futro na jego łbie miało teraz kształt ludzkiej fryzury mężczyzny. Przypadek czy efekt zdolności animaga i tego, w jaki sposób magia przekształcała ludzką powłokę?
— Wybaczam ci — oświadczył wspaniałomyślnie na ubolewający pomruk. — Mam nadzieję, że się od tego nie przeziębisz. — Przekrzywił z zaciekawieniem głowę, co by nie zerwać kontaktu wzrokowego, gdy miś go minął. — Jak to w ogóle działa, co? Zmieniasz formę i dalej jesteś mokry? Będziesz miał zamoczone ciuchy, jeśli przemienisz się na lądzie?
Wiedział, jak skończyłoby się to w jego przypadku po transformacji w wilkołaka i z powrotem w człowieka, ale u animaga? Kompletne zero. Skierował wzrok ku głębi jeziora, chłonąc krajobraz, jak i towarzystwo dzikiej bestii tuż obok. Było coś uwalniającego w tym, jak blisko niedźwiedzia teraz się znajdował. Oczywiście wiedział, że pod futrem krył się człowiek, jednak czuł się, jakby ktoś podstawił mu pod nos kawałek pierwotnej głuszy, nietkniętej przez ludzkie wpływy. Zwykli śmiertelnicy raczej rzadko kiedy mieli okazję zobaczyć reprezentantów dziczy z tak bliskiej odległości. To był... zaszczyt.
Ale zaszczyt ten nie trwał długo, gdyż Sam zaczął trącać go po plecach. Z początku lekko, jakby po prostu go obwąchiwał, aż w końcu zaczął zdecydowanie napierać. Tego Erik się nie spodziewał, toteż poleciał do przodu, tracąc równowagę. Z trudem utrzymał się na nogach. Mimo to zruszona woda ochlapała mu spodenki, koszulę i opryskała nawet twarz. Obrócił się na pięcie. A więc to tak?
— Aha, taki z ciebie cwaniak? — rzucił przez ramię, podnosząc lekko głos. Jego stopy zaczęły pogrążać się grząskim, błotnistym dnie jeziora. Odruchowo spojrzał w dół, jednak zaraz wrócił wzrokiem do niedźwiedzia. — Toż to jak zdrada!
Złożył ręce na piersi, wbijając w miśka oburzony wzrok. Musiało to wyglądać dość komicznie, bo nogi Erika zapadały się coraz głębiej w mule, przez co różnica wzrostu między nim a Samuelem zaczęła się gwałtownie zacierać. I tylko się powiększała.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞