06.03.2024, 22:52 ✶
Z zadowoleniem przyjął do wiadomości fakt, że drugi patrol Brygady Uderzeniowej tak chętnie zgodził się na odeskortowanie Melindy Meadowes do Szpitala św. Munga. Bądź co bądź, on i Moody spędzili już na ulicy trochę czasu, więc dobrze by było, gdyby niedługo wrócili do Ministerstwa Magii, żeby dopełnić reszty formalności. A to, że po drodze zatrzymali się na szybką kawę, to już była inna kwestia. Taka trochę speluna, pomyślał, rozglądając się po lokalu, gdy czekał w kolejce do kasy. I akurat, gdy nadeszła jego kolej, odezwała się Millie.
— Ona przesadza — wymamrotał pod nosem Erik, niezbyt zadowolony z tego, że ściągnięto na nich uwagę. — Niech będzie zwykła czarna z cukrem.
Jego policzki pokryły się czerwienią, a na twarz wdarł się niemrawy, wymuszony uśmiech. Nie chciał, żeby wszyscy wokół niego skakali, zwłaszcza że nie był stałym bywalcem lokalu Bucky'ego. Wpadał tu głównie w towarzystwie Millie, a przez najróżniejsze roszady w dziennych przydziałach, ich wspólne patrole nie były szczególnie częste. A może po prostu jego siostra celowo podmieniała grafiki, żeby spędzić z Moody więcej czasu?
— Nie musiałaś tego ogłaszać wszem wobec — rzucił przyciszonym głosem, gdy wrócił do stolika. Zerknął z lekką naganą na Brygadzistkę i rozpiął zimową pelerynę, aby złożyć ją na oparciu, zanim zasiadł naprzeciwko Millie. — Trochę anonimowości w życiu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Ami może wręcz pomóc. — Wybałuszył nieco teatralnie oczy. — Wystarczy, że Brenna rzuca mnie na pożarcie fotoreporterom, a sama chowa się po kątach, żeby jej zdjęcia nie zrobili.
Westchnął przeciągle, sięgając do swojego osobistego notatnika i wertując ostatnie zapiski dotyczącego incydentu na Alei Horyzontalnej. Próbował się skupić na krzywo wypisanych notatkach, jednak jego towarzyszka mu tego wcale nie ułatwiała. Wlepił wymowny wzrok w talię kart, którą gorączkowo obracała w dłoniach.
— Na pewno powinnaś pić tę kawę? — Zamknął zeszyt i odłożył go na bok stolika po swojej lewej stronie. — Już po wszystkim, Mills. Teraz została ta biurokratyczna część. — Pokusiłby się o stwierdzenie, że był to ten najnudniejszy segment aresztować, jednak osobiście miał nieco inne zdanie w tej kwestii. Dopiero gdy zasiądą za biurkiem i przyjrzą się wszystkim dowodom, zorientują się w pełnym obrazie sprawy. — Dobrze sobie poradziłaś. Coraz lepiej u ciebie z zaklęciami translokacyjnymi. Chociaż ta teleportacja... — Zacmokał cicho. — Ryzykowne, ale dobrze, że ci wyszło.
— Ona przesadza — wymamrotał pod nosem Erik, niezbyt zadowolony z tego, że ściągnięto na nich uwagę. — Niech będzie zwykła czarna z cukrem.
Jego policzki pokryły się czerwienią, a na twarz wdarł się niemrawy, wymuszony uśmiech. Nie chciał, żeby wszyscy wokół niego skakali, zwłaszcza że nie był stałym bywalcem lokalu Bucky'ego. Wpadał tu głównie w towarzystwie Millie, a przez najróżniejsze roszady w dziennych przydziałach, ich wspólne patrole nie były szczególnie częste. A może po prostu jego siostra celowo podmieniała grafiki, żeby spędzić z Moody więcej czasu?
— Nie musiałaś tego ogłaszać wszem wobec — rzucił przyciszonym głosem, gdy wrócił do stolika. Zerknął z lekką naganą na Brygadzistkę i rozpiął zimową pelerynę, aby złożyć ją na oparciu, zanim zasiadł naprzeciwko Millie. — Trochę anonimowości w życiu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Ami może wręcz pomóc. — Wybałuszył nieco teatralnie oczy. — Wystarczy, że Brenna rzuca mnie na pożarcie fotoreporterom, a sama chowa się po kątach, żeby jej zdjęcia nie zrobili.
Westchnął przeciągle, sięgając do swojego osobistego notatnika i wertując ostatnie zapiski dotyczącego incydentu na Alei Horyzontalnej. Próbował się skupić na krzywo wypisanych notatkach, jednak jego towarzyszka mu tego wcale nie ułatwiała. Wlepił wymowny wzrok w talię kart, którą gorączkowo obracała w dłoniach.
— Na pewno powinnaś pić tę kawę? — Zamknął zeszyt i odłożył go na bok stolika po swojej lewej stronie. — Już po wszystkim, Mills. Teraz została ta biurokratyczna część. — Pokusiłby się o stwierdzenie, że był to ten najnudniejszy segment aresztować, jednak osobiście miał nieco inne zdanie w tej kwestii. Dopiero gdy zasiądą za biurkiem i przyjrzą się wszystkim dowodom, zorientują się w pełnym obrazie sprawy. — Dobrze sobie poradziłaś. Coraz lepiej u ciebie z zaklęciami translokacyjnymi. Chociaż ta teleportacja... — Zacmokał cicho. — Ryzykowne, ale dobrze, że ci wyszło.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞