06.03.2024, 23:54 ✶
Grzechem było spędzanie takiego pięknego i względnie spokojnego lata w biurach Ministerstwa Magii. A już, zwłaszcza gdy człowiek był przekonany, że opuści rządowy budynek, dopiero gdy zacznie się ściemniać. Dlatego Erik postanowił zrobić to, co zrobiłby na jego miejscu każdy odpowiedzialny detektyw Brygady Uderzeniowej... I zabrał pracę do domu. Nawet poprosił sekretarkę o to, aby nie próbowała go ściągać do Londynu. Biuro bylo pełne ludzi chętnych do ruszenia w teren, na pewno ktoś chętnie go zmieni.
Od jego powrotu minęły jakieś dwie godziny. Swoje szaty służbowe zostawił w szafie, jakby chciał w ten sposób, chociaż częściowo odciąć się od obowiązków i trosk towarzyszących mu tego dnia w pracy. Z ulgą założył swoje domowe ubranie, które i tak o niebo lepiej pasowało do pogody w Dolinie. Zielona koszulka bez rękawów podkreślała jego sylwetkę, a niebieskie dżinsy, chociaż znoszone i wyblakłe w paru miejscach, były miękkie i wygodne, dopasowując się do nigo, jak druga skóra. Letnie buty stanowiły jedynie dopełnienie tego nieformalnego stroju.
Od jego powrotu minęły jakieś dwie godziny... I pewnie jeszcze posiedzę tu drugie tyle, narzekał bezgłośnie Erik, rozglądając się po opustoszałym ogrodzie. Zapach kwiatów wypełniał jego nozdrza, mieszając się z aromatem herbaty, którą zaparzyła mu Malwa. Cieszył się ciepłem słońca na twarzy i delikatnym wietrzykiem, które targał kosmyki jego włosów. Na stoliku leżało kilka stert dokumentów, które musiał przejrzeć i poprawić, jednak nie spieszył się z tym jakoś szczególnie. Pośród papierzysk stał imbryk, utrzymujący gorącą wodę za pomocą prostego zaklęcia.
— Hmm? — Wymruczał, gdy kątem oka zauważył, że skrzatka rodziny zjawiła się tuż obok. Uśmiechnął się do niej pogodnie. — O co chodzi?
— Panienka Figg do pana — oznajmiła nieśmiało, wskazując ruchem dłoni na otwarte drzwi od tarasu. — Czeka przy wejściu.
Longbottom skinął głową i schował przeglądany akurat raport do segregatora, po czym pokuśtykał w stronę tarasu. Nie miał zamiaru jednak nawet wchodzić do środka, a zamiast tego stanął na progu i wziął głęboki oddech. Zanim zdążył coś powiedzieć, w przejściu minęła go Malwa, która jednak zaraz zniknęła w drzwiach prowadzących do kuchni.
— Nora! — krzyknął, licząc, że dziewczyna usłyszy. Uniósł czoło w górę, nasłuchując. — Jestem w ogrodzie! Chodź!
Może nie było to najbardziej eleganckie powitanie, jednak musiało wystarczyć. Wprawdzie mógł pogonić Malwę, aby wpuściła przyjaciółkę, jednak wolał to zrobić samodzielnie. Chociaż pomoc skrzatki była nieoceniona w tak dużym domu i przy tak dużej liczbie lokatorów, tak wychodził z założenia, że nie musiała za nich robić wszystkiego. Poza tym, na pewno miała ciekawsze rzeczy do roboty. Odkąd Frank wrócił do Warowni na wakacje, co rusz pichciła jakieś pyszności dla młodego Longbottoma.
— Wybacz bałagan, ale jestem w pracy. — Uśmiechnął się półgębkiem, gdy Nora dołączyła do niego na podwórku. Poprowadził ją do stolika i przywołał dodatkowe krzesło jednym ruchem różdżki. — Herbaty? Kawy? Czegoś mocniejszego? — Uniósł pytająco brwi, taksując uważnym wzrokiem sylwetkę przyjaciółki. Zatrzymał na dłużej wzrok na jej butach. — Nie mam pojęcia, jak wy w tym chodzicie.
Od jego powrotu minęły jakieś dwie godziny. Swoje szaty służbowe zostawił w szafie, jakby chciał w ten sposób, chociaż częściowo odciąć się od obowiązków i trosk towarzyszących mu tego dnia w pracy. Z ulgą założył swoje domowe ubranie, które i tak o niebo lepiej pasowało do pogody w Dolinie. Zielona koszulka bez rękawów podkreślała jego sylwetkę, a niebieskie dżinsy, chociaż znoszone i wyblakłe w paru miejscach, były miękkie i wygodne, dopasowując się do nigo, jak druga skóra. Letnie buty stanowiły jedynie dopełnienie tego nieformalnego stroju.
Od jego powrotu minęły jakieś dwie godziny... I pewnie jeszcze posiedzę tu drugie tyle, narzekał bezgłośnie Erik, rozglądając się po opustoszałym ogrodzie. Zapach kwiatów wypełniał jego nozdrza, mieszając się z aromatem herbaty, którą zaparzyła mu Malwa. Cieszył się ciepłem słońca na twarzy i delikatnym wietrzykiem, które targał kosmyki jego włosów. Na stoliku leżało kilka stert dokumentów, które musiał przejrzeć i poprawić, jednak nie spieszył się z tym jakoś szczególnie. Pośród papierzysk stał imbryk, utrzymujący gorącą wodę za pomocą prostego zaklęcia.
— Hmm? — Wymruczał, gdy kątem oka zauważył, że skrzatka rodziny zjawiła się tuż obok. Uśmiechnął się do niej pogodnie. — O co chodzi?
— Panienka Figg do pana — oznajmiła nieśmiało, wskazując ruchem dłoni na otwarte drzwi od tarasu. — Czeka przy wejściu.
Longbottom skinął głową i schował przeglądany akurat raport do segregatora, po czym pokuśtykał w stronę tarasu. Nie miał zamiaru jednak nawet wchodzić do środka, a zamiast tego stanął na progu i wziął głęboki oddech. Zanim zdążył coś powiedzieć, w przejściu minęła go Malwa, która jednak zaraz zniknęła w drzwiach prowadzących do kuchni.
— Nora! — krzyknął, licząc, że dziewczyna usłyszy. Uniósł czoło w górę, nasłuchując. — Jestem w ogrodzie! Chodź!
Może nie było to najbardziej eleganckie powitanie, jednak musiało wystarczyć. Wprawdzie mógł pogonić Malwę, aby wpuściła przyjaciółkę, jednak wolał to zrobić samodzielnie. Chociaż pomoc skrzatki była nieoceniona w tak dużym domu i przy tak dużej liczbie lokatorów, tak wychodził z założenia, że nie musiała za nich robić wszystkiego. Poza tym, na pewno miała ciekawsze rzeczy do roboty. Odkąd Frank wrócił do Warowni na wakacje, co rusz pichciła jakieś pyszności dla młodego Longbottoma.
— Wybacz bałagan, ale jestem w pracy. — Uśmiechnął się półgębkiem, gdy Nora dołączyła do niego na podwórku. Poprowadził ją do stolika i przywołał dodatkowe krzesło jednym ruchem różdżki. — Herbaty? Kawy? Czegoś mocniejszego? — Uniósł pytająco brwi, taksując uważnym wzrokiem sylwetkę przyjaciółki. Zatrzymał na dłużej wzrok na jej butach. — Nie mam pojęcia, jak wy w tym chodzicie.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞