Nie musiała czekać na Malwę. Usłyszała wołanie dochodzące zza rezydencji. Nora, czyli chodziło o niej. Jakże idealnie się składało, że Erik również postanowił spędzić ten cudowny dzień na świeżym powietrzu. Wiele ich łączyło, nie było sensu tego ukrywać. Skoro powiedział chodź nie zamierzała zwlekać. Wiedziała już, gdzie go szukać, dokąd powinna się udać.
Droga jednak nie należała do najprostszych, chociaż całkiem zgrabnie manewrowała po trawie, kiedy szła w jego kierunku, miała nadzieję, że nie wywali się na twarz i nie zniszczy tego, co rano stworzyła. Miała ostatnio nieco luzu ze względu na to, iż skład klubokawiarni się dosyć mocno powiększył. Zatrudniła sporo osób, dzięki czemu mogła chociaż trochę odetchnąć i wyrwać się na moment od londyńskiego zgiełku, który czasem ją przerażał.
Nie była do tego przyzwyczajona, nadal zaskakiwały ją tłumy osób, które przewijały się przez Norę. Nie spodziewała się, że odniesie, aż taki sukces i na początku w ogóle nie była do tego przygotowana. Zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę nie będzie w stanie pociągnąć tego sama, szczególnie z Mabel u swojego boku. Musiała jej poświęcić odpowiednią ilość czasu, miała też nowe kocie stworzenie pod swoją opieką, to wszystko nie wróżyło nic dobrego. Potrzebowała pracowników, dosyć szybko zdała sobie z tego sprawę, w tej chwili była nawet względnie zadowolona z tego, ile osób udało się jej zatrudnić. Być może większość z nich nie była w pełni dyspozycyjna, ale Norka potrafiła zdziałać cuda układając grafik. Najważniejsze - wszyscy byli zadowoleni.
Zupełnie nie ruszyło jej to, że Erik zawołał ją gdzieś zza winkla. W końcu pojawiła się tu zupełnie przypadkiem, nie potrzebowała specjalnego zaproszenia, aby do niego dotrzeć. Kiedy zobaczyła przyjaciela w ogrodzie serdecznie się uśmiechnęła. Uwielbiała tego człowieka, był niesamowity, ale oczywiście nie zamierzała wspomnieć tego na głos, aby nie dać mu dzikiej satysfakcji, zresztą na pewno zdawał sobie z tego sprawę.
- No nie, pracujesz? - Odparła rozczarowana. Tego się nie spodziewała. Na całe szczęście nie musiał siedzieć w Londynie, wtedy dopiero by się zirytowała.
- Przyniosłam coś dla ciebie! - Postawiła na stole ten nieszczęsny karton, który niosła tutaj od Lizzy. Pełen był pączków, ciastek, makaroników i innych słodkości. Chciała, żeby Erik ich wszystkich skosztował, musiał spróbować wszystkiego, żeby mógł urosnąć silny i dzielny, tak to sobie tłumaczyła, chociaż już dawno przestał rosnąć, przynajmniej fizycznie, chciała mu po prostu osłodzić ten dzień.
- Powinnam sobie pójść? - Zapytała jeszcze, bo skoro był w pracy, to może mu przeszkadzała, a tego zdecydowanie nie chciała robić.
- Czegoś mocniejszego? Czyś ty oszalał, nie ma jeszcze nawet dwunastej! - Odparła oburzona. - Kawą oczywiście nigdy nie pogardzę, dzięki niej jakoś trzymam się na nogach. - Musiała wspierać swój organizm w tej dzielnej walce z wszystkimi obowiązkami.
- Nie wy, tylko ja, od tego powinniśmy zacząć. - Skomentowała kolejne słowa mężczyzny. - Nie wszystkie panny sobie z tym radzą aż tak wyśmienicie. - Norka z racji na swój niski wzrost bardzo szybko zaczęła wybierać wysokie buty, musiała w jakiś sposób nadrobić braki.