07.03.2024, 06:33 ✶
Jeśli chciały, mogły wziąć ze sobą eliksiry, ich twarze zostały odpowiednio poprawione, żeby nie dało się ich łatwo rozpoznać, a oprócz tego członkowie Brygady mieli zareagować odpowiednio opieszale, gdyby wpłynęło zgłoszenie. Wszystko wydawało się odpowiednio zorganizowane i dopięte na ostatni guzik, żeby miały jak najlepsze i najłatwiejsze podejście do domu Atlasa i Hectora, ale mimo tego Dora czuła w żołądku supełek niepewności, który nieco męczył ją, kiedy razem z Heather szły przez Little Hangleton.
Crawley rzadko kiedy opuszczała Dolinę Godryka, a już w samym ponurym miasteczku, które właśnie przemierzały, to chyba nie była nigdy. Słyszała tylko opowieści, a sama jego nieprzyjemna atmosfera kładła się teraz na niej z jakąś ciężkością. Ale mimo tego starała się wyglądać dzielnie, kiedy stawiała krok za krokiem, ramię w ramię z Wood, odrobinę tylko nerwowo zaciskając dłonie na pasku przewieszonej przez ramię torby.
- Byłaś tu kiedyś? W lesie, mam na myśli - szepnęła niemal do rudowłosej, kiedy cel ich podróży zaczął majaczyć przed nimi, albo raczej sam Las Wisielców, pod którym znajdował się dom. Dora wiedziała, jak wyglądał ten las i dlaczego tak się nazywał, bo w sumie jego miano nie mogło być mniej skomplikowane, ale leniwie poruszane przez wiatr zwłoki sprawiały, że czuła się tylko bardziej niekomfortowo.
- Myślę też, że może powinnyśmy spróbować najpierw od tyłu? Co sądzisz? - zapytała, może odrobinę nieśmiało, ale głównie dlatego, że uważała Wood za o wiele lepszą specjalistkę w takich rzeczach jak siebie samą. W końcu to ruda była tutaj brygadzistką z doświadczeniem w akcji i pewnie już nie raz nie dwa włamywała się do takich mieszkań, które były chronione jakimiś mniej lub bardziej złożonymi zaklęciami. Dorze zdarzyło się to na razie tylko raz, a do tego drzwi były otwarte i prawdę powiedziawszy, uważała to za mało imponujące dokonanie. Ale co wyniosła z tego kwiatka, to było jej.
Crawley rzadko kiedy opuszczała Dolinę Godryka, a już w samym ponurym miasteczku, które właśnie przemierzały, to chyba nie była nigdy. Słyszała tylko opowieści, a sama jego nieprzyjemna atmosfera kładła się teraz na niej z jakąś ciężkością. Ale mimo tego starała się wyglądać dzielnie, kiedy stawiała krok za krokiem, ramię w ramię z Wood, odrobinę tylko nerwowo zaciskając dłonie na pasku przewieszonej przez ramię torby.
- Byłaś tu kiedyś? W lesie, mam na myśli - szepnęła niemal do rudowłosej, kiedy cel ich podróży zaczął majaczyć przed nimi, albo raczej sam Las Wisielców, pod którym znajdował się dom. Dora wiedziała, jak wyglądał ten las i dlaczego tak się nazywał, bo w sumie jego miano nie mogło być mniej skomplikowane, ale leniwie poruszane przez wiatr zwłoki sprawiały, że czuła się tylko bardziej niekomfortowo.
- Myślę też, że może powinnyśmy spróbować najpierw od tyłu? Co sądzisz? - zapytała, może odrobinę nieśmiało, ale głównie dlatego, że uważała Wood za o wiele lepszą specjalistkę w takich rzeczach jak siebie samą. W końcu to ruda była tutaj brygadzistką z doświadczeniem w akcji i pewnie już nie raz nie dwa włamywała się do takich mieszkań, które były chronione jakimiś mniej lub bardziej złożonymi zaklęciami. Dorze zdarzyło się to na razie tylko raz, a do tego drzwi były otwarte i prawdę powiedziawszy, uważała to za mało imponujące dokonanie. Ale co wyniosła z tego kwiatka, to było jej.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.