10.12.2022, 14:34 ✶
Brenna dość długo siedziała u szczytu schodów, podparta o ścianę. Starannie wytarła nos i usta, aby nie zostały na nich ślady krwi. Poczekała aż wzrok odzyska ostrość. Tkwiła w środku jakby na przekór temu, że ten dom wyraźnie jej tu nie chciał. Na przekór echom obecności chłopca: gorszym jeszcze do zniesienia niż uczucie niechęci, bo przypominały Brennie, że gdzieś tam było dziecko, któremu zabito matkę i które w środku nocy porwano z własnego łóżka. Starała się nie myśleć o Emily i jej synu, skupić na planowaniu, co można było zrobić, rozważaniu, które Biuro powinno się tym zająć... Avada Kedavra, czarna magia, sprawa dla aurorów... porwanie normalnie podpadałoby pod jurysdykcję Brygady, ale w tym przypadku porywaczem mógł być czarnoksiężnik...
Dźwignęła się jednak w końcu i ruszyła w ślad Patrickiem. Dopiero wtedy, gdy skończył już przeszukiwania i wyszedł do ogrodu. Stanęła przy wyjściu, spoglądając za nim w uliczkę.
- Coś znalazłeś? – spytała, odruchowo się rozglądając. Nie spodziewała się jednak niczego uzyskać. Jeżeli napastnicy faktycznie się przygotowali, pewnie mieli jakiś świstoklik albo inny, magiczny sposób transportu. A ciało Emily Hill albo stąd zabrali i gdzieś porzucili, albo transmutowali. Brennie nie chciało się wierzyć, że mogłoby pozostać pod domem tak długo niezauważone – nie w takiej okolicy.
W teorii mogłaby spróbować zobaczyć, co stało się w ogrodzie, ale prawdopodobnie sąsiedzi wezwaliby gliny. Albo księdza. Kobieta siedząca w kręgu świec na pewno nie była typowym widokiem. Nie wspominając już o tym, że czarodziejka miała wrażenie, że nic więcej dziś ze swojego talentu nie wyciągnie. I frustrowało ją wybitnie, że koperty wypchane pieniędzmi nie zdradziły swoich sekretów.
Dźwignęła się jednak w końcu i ruszyła w ślad Patrickiem. Dopiero wtedy, gdy skończył już przeszukiwania i wyszedł do ogrodu. Stanęła przy wyjściu, spoglądając za nim w uliczkę.
- Coś znalazłeś? – spytała, odruchowo się rozglądając. Nie spodziewała się jednak niczego uzyskać. Jeżeli napastnicy faktycznie się przygotowali, pewnie mieli jakiś świstoklik albo inny, magiczny sposób transportu. A ciało Emily Hill albo stąd zabrali i gdzieś porzucili, albo transmutowali. Brennie nie chciało się wierzyć, że mogłoby pozostać pod domem tak długo niezauważone – nie w takiej okolicy.
W teorii mogłaby spróbować zobaczyć, co stało się w ogrodzie, ale prawdopodobnie sąsiedzi wezwaliby gliny. Albo księdza. Kobieta siedząca w kręgu świec na pewno nie była typowym widokiem. Nie wspominając już o tym, że czarodziejka miała wrażenie, że nic więcej dziś ze swojego talentu nie wyciągnie. I frustrowało ją wybitnie, że koperty wypchane pieniędzmi nie zdradziły swoich sekretów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.