Nieistotne. No jasne, że to było nieistotne. Oh, jak bardzo żałował stworzenia tej nieludzkiej sytuacji - takiej, w której nigdy o niczym nie rozmawiali, w której Alexander nigdy nie zadawał pytań. Nie wiedział sam, czy to Cain uświadomił mu, jak dobrze było być wysłuchanym, czy zmienił się sam z siebie, ale naprawdę chciałby czegoś więcej. Czegoś więcej niż seks, czegoś więcej niż słodkie słówka zakrywające narastającą na ich relacji zgniliznę, czegoś więcej niż poczucie zobowiązania i strach przed odrzuceniem, jakie to w jego percepcji stały się spoiwem ich relacji. Od zawsze musiał cierpieć z powodu zbyt dużego ego przy jednocześnie żałośnie niskiej samoocenie, ale oż kurwa... Teraz naprawdę nie miał absolutnie niczego ani nikogo, żeby zrzucić z siebie nawet minimalną ilość odpowiedzialności za tę chorą sytuację. To on stąd uciekł i to on wrócił po piętnastu latach. To on miał upierdliwie trudny charakter, wokół którego trzeba było nauczyć się żyć. To on był uzależniony. To on wszystko niszczył. To on go zdradzał i nie potrafił wytrzymać bez pakowania się innym do łóżka. To on tworzył coraz to bardziej wyszukane powody do kłótni, prowokował, wymuszał uwagę na sobie, nawet jeżeli druga strona musiała działać dla niego wbrew sobie. Co z tego, że w zamian za to wszystko byłby w stanie zbudować mu miasto gołymi rękoma? To... to wszystko było takie bezsensowne.
Dobrej zabawy. Flynn sprzed kilkunastu dni powiedziałby, że dobrze bawiłby się tego wieczoru, mając miejsce, do którego chciał wrócić, absolutnie żadnych pytań, na jakie nie potrafił odpowiedzieć i wolność. A dzisiejszy Flynn był jednym, wielkim chaosem. Kiedy ktoś pokocha mnie tak, jak ja kocham innych, powoli przeradzało się w czy ja bym to w ogóle zniósł?
Był pewien tylko jednego - że dałby sobie pogruchotać kości tak mocno, aby miesiącami nie móc wrócić na trapez. Dałby się pociąć jeszcze bardziej niż był pocięty. Dałby sobie wyrwać zęby. Wszystko, żeby tego nie czuć - tej przerażającej pustki ogarniającej jego ciało, rozpaczy chyba płynącej w nim zamiast krwi. Chciał być blisko niego. Chciał tu zostać, chciał zasnąć w jego objęciach, czuć zapach jego ciała zamykając oczy. Chciał, żeby mu powiedziano, że to wszystko nie miało znaczenia i był kochany tak czy siak. Ale musiałby to chyba wyszarpać, wydrapać to z tej sceny i z niego, a zwyczajnie nie potrafił. Chciał to wszystko mieć, dlatego jak zawsze zrobił wszystko na odwrót i uciekł. Dosłownie - po trzaśnięciu drzwiami nie szedł spokojnie w kierunku wyjścia, tylko tam pobiegł, ocierając rękawem twarz z cieknących łez.
Tego dnia dobrze bawili się tylko obserwujący to wszystko z góry bogowie. I Bell przysiągłby, że jeżeli istnieli, to widząc jego cierpienie musieli mieć naprawdę niezły ubaw, bo doprowadzali do tego coraz częściej.
Dobrej zabawy. Flynn sprzed kilkunastu dni powiedziałby, że dobrze bawiłby się tego wieczoru, mając miejsce, do którego chciał wrócić, absolutnie żadnych pytań, na jakie nie potrafił odpowiedzieć i wolność. A dzisiejszy Flynn był jednym, wielkim chaosem. Kiedy ktoś pokocha mnie tak, jak ja kocham innych, powoli przeradzało się w czy ja bym to w ogóle zniósł?
Był pewien tylko jednego - że dałby sobie pogruchotać kości tak mocno, aby miesiącami nie móc wrócić na trapez. Dałby się pociąć jeszcze bardziej niż był pocięty. Dałby sobie wyrwać zęby. Wszystko, żeby tego nie czuć - tej przerażającej pustki ogarniającej jego ciało, rozpaczy chyba płynącej w nim zamiast krwi. Chciał być blisko niego. Chciał tu zostać, chciał zasnąć w jego objęciach, czuć zapach jego ciała zamykając oczy. Chciał, żeby mu powiedziano, że to wszystko nie miało znaczenia i był kochany tak czy siak. Ale musiałby to chyba wyszarpać, wydrapać to z tej sceny i z niego, a zwyczajnie nie potrafił. Chciał to wszystko mieć, dlatego jak zawsze zrobił wszystko na odwrót i uciekł. Dosłownie - po trzaśnięciu drzwiami nie szedł spokojnie w kierunku wyjścia, tylko tam pobiegł, ocierając rękawem twarz z cieknących łez.
Tego dnia dobrze bawili się tylko obserwujący to wszystko z góry bogowie. I Bell przysiągłby, że jeżeli istnieli, to widząc jego cierpienie musieli mieć naprawdę niezły ubaw, bo doprowadzali do tego coraz częściej.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.