Powinna się tego spodziewać. Prędzej, czy później musiało dojść do spotkania. Zbyt często pojawiała się w okolicy, łączyło ją z Doliną zbyt wiele, nie mogła przestać tu bywać. Może byłoby to łatwiejsze, pozwoliłoby uniknąć tego momentu. Tak właściwie to i tak jakiś cud, że zdarzyło się to dopiero teraz. Właściwie dobrze się stało, bo przecież czas płynął, dzięki temu mieli szansę zapomnieć, pogodzić się z tym, ruszyć dalej. Tak się jej przynajmniej wydawało. Życie jednak nie było takie proste, mogła sobie wiele zaplanować, a uczucia, które w niej zamieszkały i tak robiły to, na co miały ochotę. Nie chciały odjeść.
Próbowała być bardzo neutralna. Pytanie, które mu zadała wydawało się być całkiem proste, nie miała pojęcia, że wzbudzi ono w nim tyle emocji. Nie planowała tego.
- Chyba? - Uniosła głowę i spoglądała na niego przez chwilę. Nie spodziewała się tego. Warownia miała być bezpiecznym miejscem, w którym mogła się pojawiać bez strachu, że go tam zobaczy. Nie wiedzieć, czemu bała się ewenetualnych spotkań. Wcale nie chodziło o to, że ukrywała przed nim coś przez wiele lat, nie coś, a kogoś, kto również bywał u Longbottomów. Mała, słodka, niewinna Mabel, niczego nieświadoma. Wiele razy pytała Norę o ojca, coraz trudniej było ją zbywać, to dosyć mocno komplikowało jej fenomenalny plan, że będzie ją trzymać od niego z daleka. Skąd mogła wiedzieć, że już się nie spotkali? Dziewczynka bardzo często gościła u swoich rodziców chrzestnych. Coraz bardziej jej to ukrywanie prawdy ciążyło, bo przecież wcale nie było to kłamstwo, nie oszukała go w żaden sposób, tylko nie podzieliła się dość istotnym faktem. Czuła, że jeszcze chwila, a straci grunt pod nogami, że jej idealny świat, który tyle budowała runie, nie do końca umiała sobie to wyobrazić. Serce przyspieszyło rytm, pojawiło się poczucie winy.
- Nie chwalili się, że mają nowego ogrodnika. - Bo dlaczego mieliby? Co ją właściwie obchodziło to, kto zajmował się ich ogrodem. - W takim wypadku faktycznie będziemy zmierzać w to samo miejsce. - Pojawią się więc kolejne minuty niezręczności. Nie była do tego przyzwyczajona, bo przy Samie nigdy nie czuła się w ten sposób, przez te lata milczenia pojawiła się między nimi bariera, jakby byli dla siebie obcy. - Dobrze jest widzieć, że jakoś udało ci się odnaleźć w tym wszystkim. - Dodała jeszcze, bo wyobrażała sobie, że musiało być to dla niego trudne. Musiał opuścić Knieję, swój dom i odnaleźć się w normalnym świecie, a dla niej zawsze był nieco oderwany od rzeczywistości, jawił się między tym, co realne, a baśniowe, jakby był łącznikiem z jakimś innym światem, do którego nie wszyscy mieli wstęp.
Czy potrzebujesz czegoś więcej
Wyjaśnień. Potrzebowała wytłumaczenia, czy to, co jej chwilę wcześniej powiedział zadecydowało o tym, że ich drogi się rozeszły. Czy chodziło o coś więcej. Ciągle wydawało jej się, że była w tym wszystkim jej wina, że może niepotrzebnie namawiała go do tego, aby opuścił swój świat, że nie miała prawa w ogóle myśleć w ten sposób.
- Nie, nie potrzebuję. - Nie miała odwagi poruszyć tego tematu, może bała się usłyszeć odpowiedzi. Tak było chyba wygodniej, dla niej i dla niego.
- Zawsze coś, lub ktoś jest w stanie zburzyć spokój. Nigdy nie można czuć się zbyt pewnie. - Powiedziała cicho, widać było w niej pewną zmianę. Norka przestała najwyraźniej wierzyć w bajki, szara rzeczywistość odcisnęła na niej swoje piętno.
- Tak, chodźmy, dziwi mnie, że on jeszcze stoi. - Ruszyła powolnym krokiem w stronę miejsca, z którym mieli związane wiele wspomnień, pora i je odczarować.
Dotarła do drewnianego pomostu, postawiła na nim stopę dosyć niepewnie, bo nie wyglądał szczególnie bezpiecznie, jednak kiedy stopa dotknęła desek nic się nie wydarzyło. Było bezpiecznie, to dodało jej odwagi, aby ruszyć na jego koniec. Nie oglądała się za siebie, wiedziała, że Samuel będzie podążał za nią.