07.03.2024, 21:44 ✶
Znał to zaklęcie, całkiem dobrze, ktoś inny używał go w jego towarzystwie. Nigdy nie spodziewał się jednak, że zostanie ono użyte na nim samym w takich okolicznościach. Czas przyspieszył, ale sam czuł się, jak mucha w smole, niezdolna do reakcji, obrony, do zrobienia czegokolwiek bardziej ambitnego niż obserwacja otoczenia. Nie lubił być obmacywany przez obcych w ten sposób, ale chyba nie ma osoby na świecie jaka by to szczerze lubiła. Pieniądze miał, nie dużo, ale jednak.
Widział, jak biorą jego różdżkę i nic nie mógł z tym zrobić, jedynie słuchać przyspieszonych słów. Uciekali, tak po prostu. To było takie łatwe go złapać, jedno zaklęcie i było po nim. Lata nauki, lata praktyk, wie jak otruć kogoś, ale gdy przychodzi co do czego, nie był w stanie palcem ruszyć. I na co mu komin do teleportacji, jak na ulicy go kiedyż zabiją, w ciemnej alejce, tylko dzisiaj miał szczęście, że oberwał w brzuch pięścią, nie nożem. Choć pewna nadzieja przemyła jego umysł gdy zapadła ciemność.
Chłód chodnika, piach i syf na policzku przylegającym do brudnego chodnika, który w swoim życiu był podkładem nie tylko butów, ale i masy innych bardziej paskudnych rzeczy. Jęknął, podnosząc się do klęku. Potrząsnął głową próbując wrócić bardziej do rzeczywistości, wyłapać gdzie podział się kot, jego zakupy oraz szkło które wypuścił z ręki gdy upadał. Wszystko na ziemi w nieładzie otoczone rozpryśniętą na kawałki szybą. Wiedział, że ta pozytywka coś oznacza i wiedział, że to dopiero początek tego co los zaplanował dla niego.
Widział, jak biorą jego różdżkę i nic nie mógł z tym zrobić, jedynie słuchać przyspieszonych słów. Uciekali, tak po prostu. To było takie łatwe go złapać, jedno zaklęcie i było po nim. Lata nauki, lata praktyk, wie jak otruć kogoś, ale gdy przychodzi co do czego, nie był w stanie palcem ruszyć. I na co mu komin do teleportacji, jak na ulicy go kiedyż zabiją, w ciemnej alejce, tylko dzisiaj miał szczęście, że oberwał w brzuch pięścią, nie nożem. Choć pewna nadzieja przemyła jego umysł gdy zapadła ciemność.
Chłód chodnika, piach i syf na policzku przylegającym do brudnego chodnika, który w swoim życiu był podkładem nie tylko butów, ale i masy innych bardziej paskudnych rzeczy. Jęknął, podnosząc się do klęku. Potrząsnął głową próbując wrócić bardziej do rzeczywistości, wyłapać gdzie podział się kot, jego zakupy oraz szkło które wypuścił z ręki gdy upadał. Wszystko na ziemi w nieładzie otoczone rozpryśniętą na kawałki szybą. Wiedział, że ta pozytywka coś oznacza i wiedział, że to dopiero początek tego co los zaplanował dla niego.