08.03.2024, 00:48 ✶
- To są akurat poważne sprawy. Umarli to umarli, jedyne co to może dlaczego nie tylko oni wracają, a cały budynek wydawał się w całkiem dobrym stanie. Ale podrywanie żywych? Na pewno jest na to jakiś paragraf - oczywiście, nie było, a przynajmniej nie w kodeksie, który przyswajali sobie żeby się dostać do departamentu prawa. Kto wie, może tam w tych swoich ministerialnych oddziałach egzorcystów to mieli jakieś własne normy, regulacje i przepisy, dotyczące takich odchyłów, ale nigdy się tym nie interesował.
Wszedł za nią do windy, krzywiąc się przy tym, bo przecież nie mogła sobie darować i musiała się nad nim znęcać. Kliknął odpowiedni przycisk, opierając się tak samo ramieniem, jak i głową o ścianę i zerknął na nią z przekąsem. - Sprawdź jeszcze dziesięć pokoleń wstecz, żeby być pewnym - rzucił, mając okropną ochotę od tych jej jakże wybitnie śmiesznych uwag sobie zawalić, ale póki siedzieli w windzie, nie miał zamiaru wyciągać papierosa.
W sumie to wersja z rozkładanym łóżkiem pod biurkiem brzmiała całkiem zgrabnie. Albo lepiej, biurko, które rozkładało się w łóżko, to dopiero by było. Czarodziejska technologia pewnie nie takie rzeczy już widziała, więc pewnie nawet by się nie zdziwił, gdyby coś takie istniało. Tak samo nie wątpił w to, że Alek akurat zapalczywość i pracoholizm ze swoją kuzynką to chyba wyżłopał z matczynym mlekiem, czy czym tam karmili swoje dzieciaki, żeby mieć pewność, że im się ta stała czujność udzieli.
- Jak tam sobie chcesz - wzruszył ramionami, bo w gruncie rzeczy to mu było wszystko jedno, czy chciała żeby jej tę grzeczność zrobił, czy nie. - Nie pierwszy, nie ostatni raz - wzruszył ramionami. - Ale tu bardziej stosuje się zasada, krzycz jeśli coś się będzie działo, a nie spowiadaj się gdzie jesteś - i nie mówił tego jakoś uszczypliwie, bo każdy przecież miał jakieś własne potrzeby, co do komunikacji i to również tyczyło tak samo pojedynczych jednostek jak i całych domostw. Atreus nie zwykł spowiadać się z tego gdzie idzie, albo że nastąpiła zmiana planów (chyba, że wpływała ona na inne plany) bo zwykle ktoś wiedział to przed nim, a jak nie wiedział i się martwił, to mógł sobie często wahadełkiem pomachać na uspokojenie. On zwyczajnie o tym nie myślał, bo zwykł najpierw właśnie robić. Wszelkie rozważania zachowywał sobie na później.
A potem winda zatrzęsła się, światło zamrugało i zgasło.
- NO KURWA NIEEEEee - poniosło się w ciemności po windzie, zanim Brenna odpaliła lumos. Bulstrode wyprostował się, sam nie wiedząc trochę na co spojrzeć, żeby obwinić za tę usterkę, ostatecznie wybierając samą Longbottom. - No nie wierzę - jęknął, chyba jednak bardziej zmęczony niż zezłoszczony tą całą sytuacją. Sam też sięgnął po różdżkę, zaraz po tym jak jeszcze parę razy kliknął ten sam przycisk co ona z tym samym skutkiem, czyli żadnym. - Przysięgam, nie myślałaś o tym, żeby nosić na szyi jakąś króliczą łapkę? Najpierw ten świstoklik, teraz to...? - winda zatrzęsła się znowu, a on zaklął, ale już cicho i pod nosem, unosząc różdżkę ku górze. - Myślisz, że to bardziej piętro? Prawie piętro? Mam nadzieję, bo jak nie... - to w sumie nic, ale westchnął boleściwie. - Chcę tylko swoją kawę - pożalił się ni to sobie, ni to jej, rzucając zaklęcie na drzwi, chcąc je otworzyć i sprawdzić, czy może byli jakoś w stanie wyczołgać się na piętro, czy może złośliwie, znajdowali się całkiem między piętrami.
Wszedł za nią do windy, krzywiąc się przy tym, bo przecież nie mogła sobie darować i musiała się nad nim znęcać. Kliknął odpowiedni przycisk, opierając się tak samo ramieniem, jak i głową o ścianę i zerknął na nią z przekąsem. - Sprawdź jeszcze dziesięć pokoleń wstecz, żeby być pewnym - rzucił, mając okropną ochotę od tych jej jakże wybitnie śmiesznych uwag sobie zawalić, ale póki siedzieli w windzie, nie miał zamiaru wyciągać papierosa.
W sumie to wersja z rozkładanym łóżkiem pod biurkiem brzmiała całkiem zgrabnie. Albo lepiej, biurko, które rozkładało się w łóżko, to dopiero by było. Czarodziejska technologia pewnie nie takie rzeczy już widziała, więc pewnie nawet by się nie zdziwił, gdyby coś takie istniało. Tak samo nie wątpił w to, że Alek akurat zapalczywość i pracoholizm ze swoją kuzynką to chyba wyżłopał z matczynym mlekiem, czy czym tam karmili swoje dzieciaki, żeby mieć pewność, że im się ta stała czujność udzieli.
- Jak tam sobie chcesz - wzruszył ramionami, bo w gruncie rzeczy to mu było wszystko jedno, czy chciała żeby jej tę grzeczność zrobił, czy nie. - Nie pierwszy, nie ostatni raz - wzruszył ramionami. - Ale tu bardziej stosuje się zasada, krzycz jeśli coś się będzie działo, a nie spowiadaj się gdzie jesteś - i nie mówił tego jakoś uszczypliwie, bo każdy przecież miał jakieś własne potrzeby, co do komunikacji i to również tyczyło tak samo pojedynczych jednostek jak i całych domostw. Atreus nie zwykł spowiadać się z tego gdzie idzie, albo że nastąpiła zmiana planów (chyba, że wpływała ona na inne plany) bo zwykle ktoś wiedział to przed nim, a jak nie wiedział i się martwił, to mógł sobie często wahadełkiem pomachać na uspokojenie. On zwyczajnie o tym nie myślał, bo zwykł najpierw właśnie robić. Wszelkie rozważania zachowywał sobie na później.
A potem winda zatrzęsła się, światło zamrugało i zgasło.
- NO KURWA NIEEEEee - poniosło się w ciemności po windzie, zanim Brenna odpaliła lumos. Bulstrode wyprostował się, sam nie wiedząc trochę na co spojrzeć, żeby obwinić za tę usterkę, ostatecznie wybierając samą Longbottom. - No nie wierzę - jęknął, chyba jednak bardziej zmęczony niż zezłoszczony tą całą sytuacją. Sam też sięgnął po różdżkę, zaraz po tym jak jeszcze parę razy kliknął ten sam przycisk co ona z tym samym skutkiem, czyli żadnym. - Przysięgam, nie myślałaś o tym, żeby nosić na szyi jakąś króliczą łapkę? Najpierw ten świstoklik, teraz to...? - winda zatrzęsła się znowu, a on zaklął, ale już cicho i pod nosem, unosząc różdżkę ku górze. - Myślisz, że to bardziej piętro? Prawie piętro? Mam nadzieję, bo jak nie... - to w sumie nic, ale westchnął boleściwie. - Chcę tylko swoją kawę - pożalił się ni to sobie, ni to jej, rzucając zaklęcie na drzwi, chcąc je otworzyć i sprawdzić, czy może byli jakoś w stanie wyczołgać się na piętro, czy może złośliwie, znajdowali się całkiem między piętrami.
Rzut O 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 46
Slaby sukces...
Slaby sukces...