10.12.2022, 19:38 ✶
Pomiędzy brwiami Morgana pojawiła się ledwie widoczna zmarszczka - ale nie, zdecydowanie nie miał zamiaru tłumaczyć Brennie dlaczego fasolki, którymi się zajmował, nie mogły zostać same. Zdążył się już przyzwyczaić, że ludzie przychodzący do niego z ulicy bardzo często mieli zerową wiedzę zielarską. Żądali jedynie efektów, które można było osiągnąć po prostu łykając konkretną miksturę. Wedle życzenia Longbottom, pozostawił ją więc w błogiej niewiedzy.
- Ciastka nie sprzedawałyby się dobrze na Nokturnie - zauważył rzeczowym tonem, w pierwszej chwili nie wyłapując zupełnie aluzji. Dopiero po chwili zrozumiał, że kobiecie chodziło o potencjalną kradzież - Och. - to był jednak cały komentarz werbalny z jego strony, dużo większą reakcję widać było za to na jego włosach, które w jednej chwili zrobiły się całe białe.
Chcąc jakoś zamaskować własne zażenowanie, a także słysząc jak Brenna zaczyna recytować mu swoje zamówienie, Morgan szybkim krokiem wyszedł zza kontuaru. Podszedł do jednej z szafek, sięgając po dwie niepozorne fiolki z jasnoróżowym płynem. Każda z butelek w jego sklepie była oznakowana odpowiednią etykietą, dla wygody klientów rzecz jasna, jako że sam Chang doskonale wiedział co stało na jego półkach. Każda plakietka zawierała nazwę, a także datę uwarzenia - antidotum na amortencję było z zeszłego miesiąca, eliksir nasenny z zeszłego tygodnia. Tego drugiego Morgan zawsze przygotowywał całe kotły, jako że sam miewał problemy z zasypianiem. Co z resztą było jednym z powodów jego marnego wyglądu. Ale też mężczyzna po prostu nigdy nie wyglądał zbyt dobrze, chociaż prawda była taka, że bardzo o siebie dbał. Na tyle na ile mógł o siebie dbać ktoś, kto faktycznie spędzał całe dnie na wdychaniu eliksirowych oparów oraz kto po przebiegnięciu kilku metrów dostawał momentalnej zadyszki i niemal wypluwał z siebie płuca. Morgan pilnował godzin swoich posiłków, dbał także o to, aby nigdy nie jeść w swojej pracowni - ostatnie czego chciał to zanieczyszczenie jedzenia jakąś żrącą substancją lub na odwrót.
- Gnomy ogrodowe? - powtórzył z zaciekawieniem, unosząc odrobinę brew. Jego włosy powoli ciemniały, wracając do naturalnego, czarnego koloru. Szczerze mówiąc, po charakterze eliksirów, które zwykle zamawiała u niego Brenna, akurat czegoś tak... błahego... się nie spodziewał. Tym bardziej że całkiem skuteczne sposoby odstraszania tych szkodników dostępne były od ręki właściwie u byle aptekarza, nie trzeba się było po to wybierać aż na Nokturn. Kim on jednak był, aby odmawiać klientce tego, czego chciała? Tym bardziej że miał coś, co mogłoby jej pomóc. Potrzebował jedynie jeszcze kilku informacji - Jak bardzo... skuteczny... środek chcesz? - nie użył słowa "drastyczny" czy "zabójczy", ale to mniej więcej miał na myśli. Co prawda Brenna wspominała o "odstraszeniu", a nie "wytruciu" gnomów, wolał jednak dopytać. Jemu w końcu los szkodników - ale także większości ludzi - był zupełnie obojętny. Nie bał się sprzedawać trucizn, czego kobieta musiała być świadoma. Starał się jednak trzymać z dala od bardziej paskudnych spraw Nokturnowego światka. No i na niemal wszystkie z posiadanych przez siebie szkodliwych substancji posiadał jednak także antidota!
- Ciastka nie sprzedawałyby się dobrze na Nokturnie - zauważył rzeczowym tonem, w pierwszej chwili nie wyłapując zupełnie aluzji. Dopiero po chwili zrozumiał, że kobiecie chodziło o potencjalną kradzież - Och. - to był jednak cały komentarz werbalny z jego strony, dużo większą reakcję widać było za to na jego włosach, które w jednej chwili zrobiły się całe białe.
Chcąc jakoś zamaskować własne zażenowanie, a także słysząc jak Brenna zaczyna recytować mu swoje zamówienie, Morgan szybkim krokiem wyszedł zza kontuaru. Podszedł do jednej z szafek, sięgając po dwie niepozorne fiolki z jasnoróżowym płynem. Każda z butelek w jego sklepie była oznakowana odpowiednią etykietą, dla wygody klientów rzecz jasna, jako że sam Chang doskonale wiedział co stało na jego półkach. Każda plakietka zawierała nazwę, a także datę uwarzenia - antidotum na amortencję było z zeszłego miesiąca, eliksir nasenny z zeszłego tygodnia. Tego drugiego Morgan zawsze przygotowywał całe kotły, jako że sam miewał problemy z zasypianiem. Co z resztą było jednym z powodów jego marnego wyglądu. Ale też mężczyzna po prostu nigdy nie wyglądał zbyt dobrze, chociaż prawda była taka, że bardzo o siebie dbał. Na tyle na ile mógł o siebie dbać ktoś, kto faktycznie spędzał całe dnie na wdychaniu eliksirowych oparów oraz kto po przebiegnięciu kilku metrów dostawał momentalnej zadyszki i niemal wypluwał z siebie płuca. Morgan pilnował godzin swoich posiłków, dbał także o to, aby nigdy nie jeść w swojej pracowni - ostatnie czego chciał to zanieczyszczenie jedzenia jakąś żrącą substancją lub na odwrót.
- Gnomy ogrodowe? - powtórzył z zaciekawieniem, unosząc odrobinę brew. Jego włosy powoli ciemniały, wracając do naturalnego, czarnego koloru. Szczerze mówiąc, po charakterze eliksirów, które zwykle zamawiała u niego Brenna, akurat czegoś tak... błahego... się nie spodziewał. Tym bardziej że całkiem skuteczne sposoby odstraszania tych szkodników dostępne były od ręki właściwie u byle aptekarza, nie trzeba się było po to wybierać aż na Nokturn. Kim on jednak był, aby odmawiać klientce tego, czego chciała? Tym bardziej że miał coś, co mogłoby jej pomóc. Potrzebował jedynie jeszcze kilku informacji - Jak bardzo... skuteczny... środek chcesz? - nie użył słowa "drastyczny" czy "zabójczy", ale to mniej więcej miał na myśli. Co prawda Brenna wspominała o "odstraszeniu", a nie "wytruciu" gnomów, wolał jednak dopytać. Jemu w końcu los szkodników - ale także większości ludzi - był zupełnie obojętny. Nie bał się sprzedawać trucizn, czego kobieta musiała być świadoma. Starał się jednak trzymać z dala od bardziej paskudnych spraw Nokturnowego światka. No i na niemal wszystkie z posiadanych przez siebie szkodliwych substancji posiadał jednak także antidota!