08.03.2024, 03:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:59 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
—16/08/1972—
Areszt, Ministerstwo Magii
Erik Longbottom & Neil Efner
Żeby ich wszystkich cholera jasna wzięła i do Limbo wrzuciła, wyklinał bezgłośnie Erik, prowadząc ze sobą przy asyście dwóch innych Brygadzistów pijanego prowokatora burdy wszczętej w jednym z barów na Ulicy Pokątnej. A dzień zaczął się tak dobrze. Wszystko miało pójść jak po maśle. Przejrzeć raporty, sprawdzić postępy śledztw, a na koniec dnia, po patrolu, wrócić szybko domu. Bułka z masłem. Szkoda, że los miał inne plany.
Jacyś idioci urządzili sobie bijatykę w jednym z nędzniejszych lokali w magicznej dzielnicy miasta. W ruch poszły nawet różdżki, co biorąc pod uwagę ilość alkoholu we krwi uczestników zdarzenia, było sporym zaskoczeniem. Nawet pijani czarodzieje wiedzieli, że lepiej było nie czarować po kilku głębszych. Nic dziwnego, że ścianka działowa lokalu została rozjebana w drobny mak. Bijatyka, rozbite okno, zniszczone stoliki i magia w powietrzu - wszystko to przekształciło spokojny dzień w koszmar.
— Trzymajcie go w izolatce, dopóki nie wytrzeźwieje — polecił swym towarzyszom, którzy uchylili drzwi jednej z cel i niedelikatnie umieścili w nich zbója. — Terry, wiem, że całą drogę groził, że wsadzi ci swoją różdżkę tam, gdzie nie sięga wzrok Matki, ale jesteś Brygadzistą, do cholery. Trochę wyczucia. — Spojrzenie Erika nieco zelżało, gdy zobaczył cień zawstydzenia na twarzy młodszego kolegi. Westchnął cicho. — Jak z nim skończycie macie wolne. Do kafeterii na obiad.
Nawet nie zaczekał na ich odpowiedź, a po prostu ruszył ku recepcji, gdzie czekała na niego kolejna próba - biurokracja Ministerstwa Magii. W głębi duszy pragnął już tylko zakończyć ten dzień pracy. Ostatnio nękały go złe przeczucia co do nadchodzącej pełni. Po ostatniej powinien bardziej uważać. Ledwo zdążył do kryjówki, a gdy pozbył się pokrytej futrem powłoki, był ledwo żywy. Skrzywił się na samo wspomnienie niespełna dwóch dni spędzonych w łóżku, które zakończył, wlewając w siebie spore ilości bimbru w towarzystwie Nory i Morfeusza. Oby w tym miesiącu przemiana nie doprowadziła do podobnej lawiny zdarzeń, bo już naprawdę miał dosyć.
W gruncie rzeczy mógł przekazać domknięcie formalności swoim współpracownikom, jednak wolał zająć się tym osobiście. Był nieco wyżej od nich w hierarchii, toteż liczył, że uda mu się przyspieszyć nieco biurokrację, jaka napędzała Ministerstwo Magii. Poza tym ile mogła trwać rejestracja aresztowanego wraz ze skatalogowaniem jego różdżki i rzeczy osobistych w odpowiednim boksie? Najwyraźniej długo, pomyślał, zatrzymując się przy ladzie.
— Detektyw Longbottom, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów — wymamrotał, świecąc odznaką przed rudowłosą kobietą w średnim wieku. — W sprawie tego gościa, co...
Nie zdołał nawet dokończyć, bo czarownica westchnęła przeciągle i podsunęła mu plik dokumentów do podpisania. Erik zamrugał w niezrozumieniu, jednak nie oponował. Za bardzo go to zaskoczyło. Chwycił za kartki i ruszył w stronę ławek. Sądził, że prostych procesów nie dało się już bardziej zbiurokratyzować. Najwyraźniej się mylił. I to bardzo. Nie zostało mu nic innego, jak tylko wypełnić to wszystko i liczyć, że ta biurokratyczna odyseja dobiegnie nareszcie końca i...
Podniósł nagle głowę, gdy kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę, przyglądającą się tablicy ogłoszeń. Erik przekrzywił głowę, dopiero po kilku sekundach orientując się z kim miał do czynienia. Podniósł się na nogi i z ciekawością, przeplataną niepokojem, podszedł do chłopaka.
— Neil Efner — stwierdził, chcąc w tym sposób zwrócić na siebie uwagę. Na jego czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, gdy taksował młodzieńca od stóp do głów. Poprawił machinalnie poły szarego munduru Brygady Uderzeniowej. — Wszystko... Wszystko w porządku? Co tu robisz? Coś się stało?
Jacyś idioci urządzili sobie bijatykę w jednym z nędzniejszych lokali w magicznej dzielnicy miasta. W ruch poszły nawet różdżki, co biorąc pod uwagę ilość alkoholu we krwi uczestników zdarzenia, było sporym zaskoczeniem. Nawet pijani czarodzieje wiedzieli, że lepiej było nie czarować po kilku głębszych. Nic dziwnego, że ścianka działowa lokalu została rozjebana w drobny mak. Bijatyka, rozbite okno, zniszczone stoliki i magia w powietrzu - wszystko to przekształciło spokojny dzień w koszmar.
— Trzymajcie go w izolatce, dopóki nie wytrzeźwieje — polecił swym towarzyszom, którzy uchylili drzwi jednej z cel i niedelikatnie umieścili w nich zbója. — Terry, wiem, że całą drogę groził, że wsadzi ci swoją różdżkę tam, gdzie nie sięga wzrok Matki, ale jesteś Brygadzistą, do cholery. Trochę wyczucia. — Spojrzenie Erika nieco zelżało, gdy zobaczył cień zawstydzenia na twarzy młodszego kolegi. Westchnął cicho. — Jak z nim skończycie macie wolne. Do kafeterii na obiad.
Nawet nie zaczekał na ich odpowiedź, a po prostu ruszył ku recepcji, gdzie czekała na niego kolejna próba - biurokracja Ministerstwa Magii. W głębi duszy pragnął już tylko zakończyć ten dzień pracy. Ostatnio nękały go złe przeczucia co do nadchodzącej pełni. Po ostatniej powinien bardziej uważać. Ledwo zdążył do kryjówki, a gdy pozbył się pokrytej futrem powłoki, był ledwo żywy. Skrzywił się na samo wspomnienie niespełna dwóch dni spędzonych w łóżku, które zakończył, wlewając w siebie spore ilości bimbru w towarzystwie Nory i Morfeusza. Oby w tym miesiącu przemiana nie doprowadziła do podobnej lawiny zdarzeń, bo już naprawdę miał dosyć.
W gruncie rzeczy mógł przekazać domknięcie formalności swoim współpracownikom, jednak wolał zająć się tym osobiście. Był nieco wyżej od nich w hierarchii, toteż liczył, że uda mu się przyspieszyć nieco biurokrację, jaka napędzała Ministerstwo Magii. Poza tym ile mogła trwać rejestracja aresztowanego wraz ze skatalogowaniem jego różdżki i rzeczy osobistych w odpowiednim boksie? Najwyraźniej długo, pomyślał, zatrzymując się przy ladzie.
— Detektyw Longbottom, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów — wymamrotał, świecąc odznaką przed rudowłosą kobietą w średnim wieku. — W sprawie tego gościa, co...
Nie zdołał nawet dokończyć, bo czarownica westchnęła przeciągle i podsunęła mu plik dokumentów do podpisania. Erik zamrugał w niezrozumieniu, jednak nie oponował. Za bardzo go to zaskoczyło. Chwycił za kartki i ruszył w stronę ławek. Sądził, że prostych procesów nie dało się już bardziej zbiurokratyzować. Najwyraźniej się mylił. I to bardzo. Nie zostało mu nic innego, jak tylko wypełnić to wszystko i liczyć, że ta biurokratyczna odyseja dobiegnie nareszcie końca i...
Podniósł nagle głowę, gdy kątem oka dostrzegł znajomą sylwetkę, przyglądającą się tablicy ogłoszeń. Erik przekrzywił głowę, dopiero po kilku sekundach orientując się z kim miał do czynienia. Podniósł się na nogi i z ciekawością, przeplataną niepokojem, podszedł do chłopaka.
— Neil Efner — stwierdził, chcąc w tym sposób zwrócić na siebie uwagę. Na jego czole pojawiła się pojedyncza zmarszczka, gdy taksował młodzieńca od stóp do głów. Poprawił machinalnie poły szarego munduru Brygady Uderzeniowej. — Wszystko... Wszystko w porządku? Co tu robisz? Coś się stało?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞